Dziecko to matrix. Ponad setka dzieci jeszcze większy. Chciałabym trochę bardziej rozumieć świat, ale chyba o to chodzi, żeby była jakaś tajemnica i niezrozumienie. Gdyby wszystko było jasne, to jaki życie miałoby sens? Odliczyć od jednego do końca? Odhaczyć zadania? Pierwszy pocałunek, pierwszy ślub, pierwszy lot samolotem, pierwsze dziecko... I tyle? Może o to chodzi, że nie każdy działa po kolei. Nie każdy ma swoje pierwsze razy.
Im bardziej chcę żyć, tym jest dziwniej i czuję się jak w bardzo długim, ale skończonym korytarzu. Czuję, jakby nie było nic oprócz tego korytarza. Inni mają swoje labirynty złożone z kredytów, domów z garażami, tras do pracy i z powrotem. Ja mam inaczej. Jestem ja i coraz krótsza droga. Jakbym coś przegapiła, jakby coś mnie przegapiło. Jakby sens.