Potrzebuję człowieka. Ale wszyscy śpią. Potrzebuję to jakoś ubrać w słowa, choć myśli mam nagie, błagające o litość, o miłość. Potrzebuję takiego w kształcie Ciebie. Albo chociaż duszy. Twojej.
sobota, 27 lipca 2019
wtorek, 23 lipca 2019
Cross my heart and hope to die.
na ludzi nie masz wpływu
masz tylko (na) siebie
To bynajmniej nie jest wołanie o pomoc. Nie jest to depresja ani bunt. A już na pewno nic na pokaz. To tylko oznacza mówienie prawdy. I brzmi po prostu pięknie. Bo wolałabym umrzeć niż kłamać. Brzydzę się kłamstwem. Dlatego tak mnie to boli i dotyka. Dziś i zawsze. Dlatego wolę nie mówić wszystkiego niż kłamać.
Bo ludzie gadają. Za plecami. Bo czuję fałsz na odległość. Bo wiek nie ma znaczenia. Choć pani A. jest w wieku mamy. I ona ratuje mnie przed obłędem. Poprawia humor. Traktuje jak człowieka. Równego sobie. Pomaga znieść cały ten burdel. Panie M. (obie młodsze) już niekoniecznie. Chciałabym, żeby to było mylne przeczucie. Ale wiem na pewno. I to mi psuje krew. Tak samo jak tamto przeczucie, którego nie chciałam. I nadal pozbyć się nie mogę. Po prostu czuję i wiem, że z czucia nikomu nie muszę się tłumaczyć. Już nie. Nigdy. Chyba wolę samotnie przeklinać łzy niż przy kimś je tlumić. Wiedzieć, kogo chcę i nie móc. Móc i nie chcieć. Tak jest. Nieustannie.
Przez chwilę pojawiło się we mnie to uczucie przykrości. Takie co najmniej, jak kiedy bardzo się na kimś zawiedziesz. Ale to jest inne. Bo sprawia, że nie lubię siebie. Że się na siebie wkurzam. Że nie jestem inna. Że jestem. Że kogoś wkurzam.
Że chcę żyć. Że podejmuję próbę.
Czasem wolałabym nie być. Bo świat jest dziki i brutalny. Bo nie można być po prostu miłym. Bo ludzie wpędzają w obłęd. Siebie samych. Ciebie. Mnie. Bo myślą, że wiedzą lepiej. Każdy może się pomylić. Ja się mylę, kiedy za mocno wierzę w ludzi. Czasem przydałby się ktoś, kto przywraca wiarę w wiarę. Czy ten ból to jest droga do Ciebie?
Pani A. mówi, że nic tak nie wkurwia ludzi jak uśmiech. Dygresja. Ale to może mieć sens. Uśmiech to przecież lekarstwo. Nie?
To z rzeczy najświeższych. Z rzeczy, które w jakiś sposób muszę wypowiedzieć. Wtedy odchodzi to, co ściska żołądek i gardło. Tego potrzebuję. Tu i teraz. Tu.
Mam nadzieję. Wróciła. Jest powoli lepiej. Udar jest groźny. Ale ona jest silniejsza. Teraz. Więcej złych myśli nie pamiętam. Przerażenia serdecznie żałuję. I tego lęku, który każe wyczekiwać znaków.
Była tu Kasia S. Ta od ruchomych piasków. Ma coś w sobie. Jakąś oazę spokoju. Ocean. Nazwała to aniołem. Kiedy szła na śniadanie i za każdym razem, kiedy wychodziła i wracała. Z czerwoną bluzą narzuconą na ramiona. Są ludzie, którzy w spojrzeniu mają coś wyjątkowego. Onieśmielającego. Ona ma. Ty też. Mało jest takich ludzi. Ludzi-magnesów. Czy kiedyś już Ci tego nie mówiłam?
Pojechałam rowerem na drugi koniec. Tam śpiewała. Był tłum ludzi, usiadłam na deskach. Naprzeciw sceny. Wszystko to mnie prosto w oczy i w serce. A śpiewała piękne rzeczy. Z angielskiej płyty. Gdybym miała to przetłumaczyć, to chyba byłoby coś z przeznaczeniem i niepoddawaniem się. Bo bardzo mnie uderzyło. Choć wcale nie chciałam tego w żaden sposób usłyszeć.
Więc - dlaczego? Pojechałam tam prosto z pracy, zupełnym przypadkiem. Dlaczego zaśpiewała akurat to?
Więc - dlaczego? Pojechałam tam prosto z pracy, zupełnym przypadkiem. Dlaczego zaśpiewała akurat to?
You wouldn’t just believe in love
But you wanted love
So why d'you give up
My friend I want you to know
I feel your soothing soul
Kasia Stankiewicz - Soul
niedziela, 21 lipca 2019
.
Doceniaj czas i każdą burzę. Kiedyś nastanie cisza, której się nie spodziewasz.
Babcia w szpitalu. Jeśli nie pomoże modlitwa, to już chyba nic. Bo nie mam na nic wpływu. Bo mnie to wkurwia. Bo nie będę płakać. Jeszcze. Bo nie chcę. Bo ma być dobrze... Ma być, kurwa, dobrze... Nie jestem gotowa na to, by stracić kolejną osobę. Słyszysz? Ona chce żyć. Żyć. Boże.
I tak się teraz boi. I tak się teraz boję. Odganiam łzy i wszystko, za czym tęsknię - co nie tęskni za mną.
piątek, 19 lipca 2019
Od nowa
Jeśli przeznaczenie, to takie, które trochę zaskakuje.
Jeśli świat, to tylko nieodkryty.
Takie są moje obserwacje z teraz.
Chcieć przeżyć coś wyjątkowego - to
wystarczy. Mam marzenia. I chcę zmian.
Zapracuję, nauczę się (spełniać) i spełnię.
Wiem tyle, co zawsze, w zasadzie - niewiele.
Wiem, że chcę czegoś więcej.
Wyzwolić się - to klucz.
Ale trzeba zacząć od środka.
Trzeba coś zrobić z tymi granicami. Złamać. Pokonać.
Realizacja trwa.
Oddychaj.
Spokojnie.
Na czas przyjdzie wszystko.
A jutro - kawa.
Jeśli świat, to tylko nieodkryty.
Takie są moje obserwacje z teraz.
Chcieć przeżyć coś wyjątkowego - to
wystarczy. Mam marzenia. I chcę zmian.
Zapracuję, nauczę się (spełniać) i spełnię.
Wiem tyle, co zawsze, w zasadzie - niewiele.
Wiem, że chcę czegoś więcej.
Wyzwolić się - to klucz.
Ale trzeba zacząć od środka.
Trzeba coś zrobić z tymi granicami. Złamać. Pokonać.
Realizacja trwa.
Oddychaj.
Spokojnie.
Na czas przyjdzie wszystko.
A jutro - kawa.
Co właściwie znaczy "heh"? Przecież to nie zawsze śmiech. Heh... Nie lepiej "ach", "och", "kurwa"? Refleksje luźne. Tytuły rozwiązłe.
Nie mogę spać. Za chwilę wstaję. Przeraziła mnie myśl, że zapominam ulice. Ale nadal pamiętam słowa. Są trwałe. Trwalsze niż cokolwiek. Gdyby słowa to były tatutaże, miałabym serce całe w dziarach. Heh. Dużą część zajmowałoby to słowo. Więc o czym ono jest? Czym jest?
Pani A. pokazała mi projekt. Dziewczyna. Róża. Kolce. Ładne, ale nie spodziewałam się. Pasowałby bardziej jakiś lew, tygrys, wąż. Pani A. coś o sobie skrywa. Nie chce powiedzieć, co ma na żebrach. Jest złośliwa, ale mnie akurat lubi. Czy to źle?
Analizuję memento mori, życie. Nie boję się śmierci. Boję nieprzeżytego życia. Niedotyku. Czasem.
Pani A. mówi, że chodzić to można w przedszkolu. Że teraz to się bzyka. Kiedy tylko się ma ochotę. I że ona zawsze na każdym urlopie. Lubię panią A. Ale ja nie chcę rozdawać siebie na prawo i lewo... Mam nie czuć? Czy mam się nauczyć? Dlaczego nie umiem być szczęśliwa? W tej rzeczywistości. Dlaczego uciekam do innych wymiarów? Czy przeznaczone mi są jedynie wyobrażenia, powtórki z rozrywki, banały?
Potrzebuję światła. Światło jest wtedy, kiedy jestem potrzebna. Daj. Trochę. Albo pożycz. Proszę. Oddam. Tego się nauczyłam. Trochę uśmiechu za trochę łez. Już umiem. Umiem. Tylko chodź tutaj chociaż na jeden sen. Chodź. Zobacz. Od kilku nocy nie mogę w sobie znaleźć serca.
wtorek, 16 lipca 2019
poniedziałek, 15 lipca 2019
Lila róż.
Nothing heals the past like time...
Sen jest nie z tej bajki. Z innej. Ale też ma coś w sobie. Ona jest w rozpaczy, kiedy miłość odchodzi. Próbuje sobie poradzić... Bezskutecznie. Słyszę jej głos. To narracja. W momencie, w którym zabrakło mi sił, nasze drogi się przecinają. Prawie rzuciła się pod samochód. To był ten samochód. I on ją uratował. Znam tę parę. Z któregoś serialu. A może to mix... Deszczowa noc, oni w środku wyznają sobie uczucia. Dark romance. Budzę się. Jest dobrze. Już nie koszmary. Jeszcze niespełnienie.
But they can't steal...
I mogłabym napisać o wiele więcej. Tego, co dzisiaj czułam i że nie wiem, skąd ta bezsilność czasem. Ale żyję. Nawet, jeśli nie mam się do kogo przytulić. Bo nie mam. I nie pamiętam, kiedy ostatnio właściwie... i żeby to dało ukojenie. Nie pamiętam. Ale to czyni mnie silniejszą. W jakiś sposób. Tak sobie mówię. Chwila słabości i życie toczy się dalej. Choć taka chwila zawsze trwa wieczność. I wiem, że nic nie wymaże tej pustki. Że to prawie niemożliwe, aby. No i wszystko może być bez granic. Dobre i złe.
The love you're born to find.
Boję się tego wesela. Boję się załamania. Emocji, nad którymi nie panuję. Jeszcze. Już.
It'll be alright...
Niech na chwilę żaden żal nie ma znaczenia. Żadna gorycz. Nawet, jeśli ciągle tam jest. Gdzieś. Nawet, jeśli moje życie już zawsze będzie rozpieprzone. Niespójne. Wybrakowane. Jeszcze chcę żyć. Jeszcze są słowa.
Nawet... jeśli nie zakwitnę.
niedziela, 14 lipca 2019
Nitki na wodzie. Serce w plecaku. Blokada na klucz.
Blanka. Tak ma na imię ta, przy której stoję. To bardzo urokliwe miejsce. Wracam tu. Od zawsze. A teraz próbuję wyrzucić z głowy złe sny i manekina. Mojego dziadka. Czytam. Dużo czytam. Latarnię umarłych. Pierwszy dotyk. Manwhore. Ona znów podgląda moje życie... Każdą relację. Każde słowo. Szkoda, że tak ciążę i że musiałam być gwoździem. Przykro mi. Naprawdę. Ale nie oddam klucza. Nie oddam duszy. Mam czas wolny. Nie od... Ciebie. Nikomu nie oddam. Wspomnienia należą do mnie. Także.
True passion is forever.
wtorek, 9 lipca 2019
nie wiem jak. inaczej. i jak wytłumaczyć. to wszystko. Tobie
- Kiedy nie wiesz, jak bardzo człowiek może się zmienić lub nie zmienić, popatrz na mnie.
- Po co? Nie znam cię już...
- Popatrz. Czasem wszystko może pójść nie tak, a człowiek nadal żyje. Nadal patrzy. Nadal oddycha i tęskni, choć wcale mu nie wolno. Zamiast spadać na drzewo, idzie do lasu na spacer. Szuka czegoś. Ale tego nigdzie nie ma. Nie tak bardzo.
- To w co ty wierzysz? W przeznaczenie? W miłość?
- Nie wiem, czy można wierzyć w miłość, jeśli się zostało pozbawionym szansy. Ale co to jest, jeżeli nie przeznaczenie, kiedy nic ci nie pozwala odejść? Od razu kara? Jak myślisz?
- Nie wiem. Wierzę w zbrodnię na moim sercu. Każdy chce tego samego...
- Popatrz na mnie. Przecież ja jestem tak beznadziejnie pogubiona. Przecież ja też tego nie chciałam. Przecież ta wina żyje we mnie. Ja się nie umiem w tym świecie odnaleźć. Jak myślisz, czego będzie szukać człowiek, dla którego wszystko jest obce? Kariery, miliona doznań, zemsty, pasji czy drugiego człowieka, który daje ciepło i który pasuje? Po prostu...
- Przekleństwem jest pragnąć tego na wyłączność.
- Ale nic tego nie zastąpi... Ciebie nie zastąpi. Tak, jak nie da się niczym zastąpić deszczu. I tego pulsu. Nocą, gdy duszno. Rozumiesz?
- Człowiek może być ukojeniem.
- Właśnie tak.
poniedziałek, 8 lipca 2019
kiedy nie wiesz jak głęboka może być pamięć. o Tobie
Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie -
szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda
nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?
I z każdym dniem wiedziałem mniej, i z każdym dniem popadałem w rozpacz, że nigdy nie przeczytam tego, co powinienem przeczytać.
Może teraz leżysz z otwartymi oczyma i
powtarzasz moje imię. Może boisz się jutra, tak jak i ja? Jeżeli w tej
chwili potrafisz zrozumieć i domyślić się czegoś, to pamiętaj: jestem
teraz z tobą. Jestem z tobą, nawet jeśli leżysz w rynsztoku. Nawet
wtedy, jeśli zwariowałeś i poszedłeś do jakiejś dziwki. Jestem z tobą
wszędzie, jeśli tylko myślisz o mnie.
Marek Hłasko
tylko niewiedza
bo nie wiem o czym milczysz
jak gdzie kiedy
śpisz
nie piszesz
czy nadal pijesz kawę
czy wierzysz w przeznaczenie
albo czy na odwrót
jak często boli serce
i czemu boli dziś?
(jeśli boli)
nie smuć się
nie śmiej się (ze mnie)
czekaj.
jeśli tylko niewiedza nas dzieli
jest błogosławieństwem
ale nie tutaj
nie teraz.
Prawda?
to jest wyścig
o lepsze życie
nikt tu nie ma prawa
ani głosu
ani psa
tylko każdy myśli
że ma
i że to cokolwiek znaczy.
o lepsze życie
nikt tu nie ma prawa
ani głosu
ani psa
tylko każdy myśli
że ma
i że to cokolwiek znaczy.
piątek, 5 lipca 2019
czwartek, 4 lipca 2019
Muszę.
Ten sen jest trochę inny, bo bardziej wyrazisty niż zwykle, bo pamiętam każdy szczegół... I chcę napisać, zaraz po przebudzeniu. I robię to. Potem budzę się jeszcze raz.
Przychodzimy do ciebie. To zupełnie inne miejsce. Takie, jak je sobie wyobrażałam kiedyś, zanim. I takie było w tamtych snach. Nie wiem, co mówię. Ale coś się zmienia. Wychodzisz do mnie z otwartym sercem i z otwartym sercem obejmujesz. Delikatnie, po twojemu. A ja nadal nie wiem, jak mam tego nie czuć. Że potrzebuję tak bardzo. I chyba to mówię. Potrzebuję cię, słyszysz? Usłysz to w końcu. Chyba słyszysz... Ciężko mi wydobyć z siebie te emocje, bo wolałabym je zakopać na dnie, żeby już nie wychodziły. Żeby każdy miał je z głowy, a ja z serca. I żeby nie rozmijały się z rzeczywistością wszystkie te sny, bo to się robi naprawdę trudne. Stajesz więc za mną. Nikomu to nie przeszkadza. Najpierw mnie ochraniasz, tak, jak obiecałaś. Dłonią, która mówi, że jesteś po mojej stronie. Ja też jestem po twojej stronie. Jest tak, jak zawsze miało być. Chyba. Potem ta dłoń wsuwa się w twoją drugą dłoń i jest idealnie. Moja podświadomość nie mogłaby wymyślić tego lepiej. Jestem bezpieczna.
Nie ma wojny. Chyba czujesz taką samą potrzebę tego powrotu jak ja. W tym śnie. Mogłabym tego nie opisywać, bo przecież tam byłaś i wszystko wiesz. Było tak rzeczywiście. Ech... Niech znikną te dreszcze już, bo nie mogę się skupić... Sen był długi. Jesteśmy na początku. Jesteśmy też w środku i na końcu, a ten koniec to bardzo happy end. Bo jesteś.
I mamy się spotkać jakoś poźniej. Może to wcześniej to była astralna projekcja, nie wiem. Może istnieje więcej rzeczywistości i w którejś jest tak, jakbym chciała. Chociaż sama tego nie wiem. To chyba ten sen pokazuje? Co się nosi gdzieś tam głęboko. Ale tam jest zawsze wszystko inne od wyobrażeń i bardziej realne.
Wracam... dokądś... To chyba twoje miejsce znów. Lekko zacienione, ma dobrą aurę. Znajduję tę kartkę. Bardzo chcę. Uśmiech. I słowa dookoła, których nie do końca umiem odczytać. Są w czterech rogach. Skupiam się na tym, że chcesz. To mnie uspokaja. Wiem, że nie robię tego na siłę, że czas nie będzie dłużej czekał. Że tak, ma być. To połączenie.
Scenariusz się dalej zmienia. Może się obudziłam, a może to kontynuacja, bo przecież najpierw cię widzę. Poźniej piszę. Mam tylko telefon. Wysyłam znak. Odczytujesz. Od razu. To dziwne, ale na to liczyłam. Chyba więc kontynuacja... Odpisujesz. Widzę te słowa. Mogę je dotknąć. Wiem, co znaczą. Ale nie umiem ich przytoczyć. Są słodko-gorzkie w smaku, w dotyku jakby kwiaty. Bardzo przypominały te:
Sprawiły, że poczułam się potrzebna.
Sen skręca w inną stronę. Pojawiają się dzieci. Niechciane. Chłopiec i dziewczynka. Jakieś alegorie. Matka nie chce ich urodzić, przychodzą do niej dusze. Zranione dusze tych dzieci. Matka już rozumie swój błąd. Nie zrobi im tego. Nie skrzywdzi. Da życie. I miłość. W pewnym momencie ona jest we mnie. Trochę jak w tym wczorajszym odcinku. Anomalia.
Dalej jestem w domu, coś piszę. Coś piszesz. Nic więcej. Próbuję znaleźć czas, ale rodzina skutecznie odbiera mi każdą wyłapaną możliwość. Sen się rozwija. Nic ciekawego... Jakiś bankiet, samochody (ich główne zmartwienie), policja za rogiem.
Myślę już, że nie mam wpływu na to, co będzie dalej, ale, cholera, to przecież mój sen. Przywołuję cię więc. Na końcu ulicy widzę, jak jakiś samochód gwałtownie hamuje, robi coś na kształt driftu. To nawet zabawne. Idę tam i jesteś. I, jak gdyby nigdy nic, wchodzę do środka. Przybliżam się do tego stopnia, że mogę cię pocałować. Nie zastanawiam się. Prawie na ciebie wchodzę i wychodzi mi to prawie naturalnie, pomijając fakt, że nigdy tego naprawdę nie robiłam. I to był chyba jeden z tych, który się czuje długo potem. Przyjemny jak deszcz. Intensywny jak burza. Idealnie mokry. Przerywam i patrzę ci w oczy. A ty się uśmiechasz. Kartka się spełnia. W jednym rogu chyba było coś na kształt love. Czasem nawet mnie to irytuje. Niestety, naturę mam do bólu romantyczną, dziwnie natarczywą. I ona nie chce mi dać spokoju. Nam. Dlatego muszę.
wtorek, 2 lipca 2019
Mokro i zimno. Zimno i mokro. ...i mokro.
- Rozmyślasz się? Ze świata? Ze mnie? Z marzeń?
- Czasem zbyt często.
- A kochasz choć trochę?
- Inaczej to nie byłaby miłość.
- Po co ci taka miłość? Nieważna już. Przeterminowana.
- Po co ci taki świat? Wysuszony albo płaczący. Dziki. Jak tamten wiersz. Nieugaszony. Spragniony. Niezdecydowany. Po co ci taki świat?
poniedziałek, 1 lipca 2019
One love. A Ty? Gdzie i z kim teraz umierasz?
Rozmowa z nieobecną
- Jarosław Borszewicz
III
wiesz Nieobecna
ja
musiałem odejść
musiałem odejść
po to
by przekonać się że byłaś
najmądrzejsza
najpiękniejsza
najpotrzebniejsza
wybacz
ale gdybym nie odszedł
nigdy bym tego nie wiedział
IV
Nieobecna
odezwij się czasem
ciekawy jestem
gdzie i z kim teraz
umierasz
- I wszystko ma sens. Tylko trochę inny. Wiesz?
- Przeraża mnie ciągłe zaczynanie od nowa. I to, że są przy mnie ludzie, z którymi nie wyobrażałam sobie żadnej przyszłości. Jesteśmy w tu i teraz, ja uczę się życia kolejny raz. Zupełnie, jakbym się w kółko rodziła. Jestem w labiryncie i jestem bezbronna. Nie umiem udawać.
- Każdy się uczy...
- Każdy zmierza ku swojemu przeznaczeniu. Tylko ja za cholerę nie wiem, jaki jest ten mój cel. Mam sens. Mam życie. Ale dokąd idę? Który koniec świata mnie jeszcze zaskoczy?
- Nigdy nie wiadomo...
- Nie masz wrażenia, że ta klepsydra się wciąż obraca? Dostajemy szanse, które tak naprawdę odmierzają nasz czas. Ile z nich jeszcze musi minąć, zanim piasek pod palcami zniknie? Ile, żeby człowiek zrozumiał, uwierzył i docenił, co miał, co ma? Ile, żebym przestała być cholernym widmem?
- Jesteś... Tutaj. Ja też. Innej opcji nie ma. Nie ma dróg na skróty. Pamiętasz? Miłość jest trudna. Trzeba pozwolić jej odliczyć wszystkie czerwone światła...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










