poniedziałek, 27 stycznia 2020

bo milczenie to coś więcej niż złoto

samotność to nie tylko puste łóżko
to w połowie pusta szklanka
obecność bez znaczenia
ucieczka donikąd

może to brak wiosny
zima od kilku miesięcy
a może to już koniec
i nigdy więcej nie zakwitną bzy

Pustka. Ostatnia prosta. Przydałoby się trochę nowej energii. Po co? Żeby nie przegapić życia na przykład. Smuci mnie mijanie setek nieznajomych ludzi. W sieci nieskończoność. Kiedyś to było fascynujące. Każdy miał swoje życie, ja też swoje miałam. Ale teraz już nie jestem pewna. Coś się kończy. Coś się kończy. Czasem nie mam już nawet ochoty opowiadać. A przecież chcę. Potrzebuję.

Przydałoby się trochę złotych rad od czasu, który wszystko wie i rozumie. Są rady od ludzi, którzy myślą, że rozumieją, albo że widzą. Że wiedzą lepiej. Ale to nie to samo. I nie można wszystkim wszystkiego mówić, pisać, nie można, żeby tego nie utracić, żeby coś dla nas zostało. Nie trzeba udowadniać, tłumaczyć. Z ludźmi to jednak loteria. Zdaje się, że niektórzy są nam bliżsi od czasu. Do czasu? 

Ostatecznie niewiele osób znajdzie się takich, które będą w stanie nas zrozumieć zamiast jedynie pouczać. Wiele będzie myślało, mówiło, że rozumie. Ale wiesz, jaki jest sekret: o tym się nie mówi, to się czuje. W odpowiednich proporcjach. Więc powtarzam sobie: Nie jesteś nikomu nic winna. Nie musisz na siłę rozmawiać, kiedy nie masz ochoty. Nie musisz zawsze czuć się dobrze. Możesz mieć ten rozpierdol w głowie, możesz mieć euforię, nikomu nic do tego. Nie masz obowiązku spowiedzi. Wyobrażaj sobie, co chcesz. Nikt nie ma dostępu do twoich myśli. Nikt cię nie rozszyfruje. 

Nie jesteś niewdzięczna. Doceniasz obecność. Jednak masz prawo nie czuć się komfortowo w obliczu czyjegoś zainteresowania. Nawet, kiedy uznajesz, że to miłe, że chcesz być miła. To proste. Zupełnie, jak kiedy zależy ci na czyjejś uwadze, a jej nie otrzymujesz. Nie musisz czuć się ze wszystkim dobrze. Bądź uprzejma, ale nie kosztem siebie. Nie mów wszystkiego. Nie podawaj ludziom klucza, którym wzgardzą. Wytatuuj go sobie. W miejscu, w którym nikt nie zauważy. Może ktoś kiedyś zapyta cię o ten klucz. Wtedy uśmiechniesz się do siebie.


niedziela, 26 stycznia 2020

all by myself

Świat czasem też płacze, kiedy spotyka utratę. Której nic już nigdy nie wypełni. Widząc, co ona czuje, czując, co wszyscy czujemy. Tak naprawdę wszyscy. Jesteśmy tylko ludźmi, chcemy być kochani i boimy się żyć dalej. Bez.

Nic w tym złego. Pomyślisz. Zapomnisz  na chwilę. Świat czasem też płacze. Świat albo to ja. All by myself.


Zupełnie sami. Skazani na pustą noc. Na dzień. Na życie.
I cokolwiek sobie powiedzą, to i tak nic tego nie zmieni. Nawet akceptacja. Po kolejny sen. Kiedy znowu zaczynają wierzyć. I budzą się. I nic.

środa, 22 stycznia 2020

więcej niż kwadrans


gdyby dzisiejsze szczęście
było szczęściem beztroskiego dziecka
czy nie bylibyśmy wszyscy w niebie

P      R      Z      E      P     A     Ś     Ć 


Lubię ludzi, którzy rozumieją i potrafią się zanurzyć w tej mgle wypełnionej po brzegi nostalgią. Zaśpiewać o dzikich plażach i złotym słońcu, rozmawiać o rodzinnych ogniskach na powietrzu, dziecięcych zabawach w błocie i  tym wszystkim, co bardziej wyraźne wstecz.
Lubię ludzi, którzy nie każą mi zapominać.  U których furtka do wewnętrznego dziecka jest zawsze otwarta lub przynajmniej nie jest zamknięta na klucz i przepleciona kolczastym drutem. A nawet jeśli by była, to nie po to, by ranić.
Lubię ludzi, których nie trzeba szukać po omacku, bo nie pozwolą się zgubić. Którzy opowiedzą o swoich koszmarach, potem przypomną sobie o ulubionym misiu z dzieciństwa i przy mnie odpłyną. Pozwolą mi czuwać. Nad raną. 
Lubię ludzi, którzy nie boją się zasypiać. Przy mnie. A jeśli się boją, to wypowiedzą to szeptem. I kiedy obudzą mnie krzykiem w nocy, z duszą na ramieniu będę uspokajać ich lęki, bo wiem jak. Bo mi ufają. Bo ufają sobie.
Lubię ludzi, z którymi cisza jest błoga, a jej brak nie do zastąpienia. Przy których nie trzeba ważyć każdego słowa, łzy, emocji. Którzy spróbują zrozumieć. Te złe wybaczą. Choć nigdy na siłę. Zawsze z serca.
Lubię ludzi, którzy nie boją się być naprawdę. I przy których ja też mogę naprawdę być. Bo lubię. 
Ludzi, których nie ma. 

poniedziałek, 20 stycznia 2020

ktoś nam dzisiaj wrzucił piosenkę






kiedy ktoś dobrze gra, to można mu zacząć współczuć
współczuję więc wszystkim z osobna
bo robią to dobrze
i trochę sobie
że nie umiem.

Nowy film z dzisiejszą datą. Nowy odcinek. Jakie to kurwa smutne.
Najgorszy dzień w roku prawie się skończył.
Jedna wielka bittersweet symphony.

To be continued

Nie śpię. Depresja to nie problem. Jestem dobra w/z depresji. Depresyjne refleksje, depresyjna muzyka, depresyjny temat. With a twist. 

Pani promotor pisze artykuły o porno. Wydają ją w książkach i wszędzie jej pełno. Ma tatuaże. I jest bardzo mądra. Ma swój styl. Ja piszę o kobietach. Mediach. Przekleństwach codzienności. Współczesności. Podobno też się nadaje. Na artykuł albo konferencję. Wszystko przed nami. Wszystko się zgadza. Kobiety mają przechlapane. Feminizm ma fale. Żyjemy w czwartej fali z czwartą władzą na czele. Nikt się nie słucha. Nikt nie chce czytać. Wszyscy patrzą na nasze nagie ciała, nikt nie myśli o nagiej duszy. A dusza przecież też marznie... 

I nie chodzi o to, żeby nie być. Trzeba być. Żeby żyć. I żeby móc coś zmienić. Musimy być dzielne. Bo musimy mówić. Myśleć. I zostawiać ślady. 


Nie śpię. Świat się na chwilę uspokoił. I chciałabym, żeby to trwało jak najdłużej. Ale czas płynie. I nie pozostawia złudzeń. Choć przecież.

Na siłę

Twoja dusza
jest jak dom.
Pełen dobrych świateł i
szczęśliwych ludzi. 
Tylko czasem
ktoś
te światła gasi.
Ale wiesz
zawsze można
z powrotem je
zapalić.

czwartek, 16 stycznia 2020

to

I really fucking get it.
To uczucie.
Chociaż o tej porze robi się trochę
słodko-gorzkie.
I trochę
smutne.
I trochę
bez sensu.

A mogłoby być tak pięknie...
Tylko czy lepiej, żeby było pięknie
czy prawdziwie? 

Czy lepiej sprawiać dobre wrażenie 
i mówić o tym, ile jest jeszcze do zrobienia?
Czy skupić się na tym, czego nigdy 
nie było
i nie będzie?
Na tym strachu, który jest. 
Przed tym, czego nie ma.
Co już dawno powinnaś była zrobić. (Tak mówią.)
Ale są te braki. Wybrakowania.
Tylko dla niektórych
(wybranych)
brak granic
słownych i 
cielesnych.
Które są trudniejsze
niż spacer po kanionie
po skałach
boso.
(Ukamieniowania boisz się mniej
niż tych wszystkich dłoni/rąk
niedopasowanych
do ciała.) 




Tak bardzo popieprzony ten świat. I ludzie. I my. Ale żyjemy.
Dopóki jeszcze można. Się porządnie złamać i milion razy podnieść. Nawet, jeśli nie wiesz, po co.
A to, co sobie wymarzysz, nie istnieje.
Albo jeśli nie chcesz robić sobie
nadziei
że istnieje.
Bo potem co?
Ludzie zawodzą
i są coraz mniej
prawdziwi.
Nawet wtedy.
Kiedy nie uciekasz.
I żyjesz dalej. 
I może być.
Są gorsze patologie
i lepsze
chwile.
Dziwnie uspokajające jest to 
że możesz się odseparować
od tego czego się boisz.
Że możesz sobie postanowić
że nikt cię po tyłku
nie zmaca
nie zbije
(choć nie zawsze).
Jeszcze dziwniej robi się wtedy
kiedy pomyślisz
że that's it.
To jest to 
życie.

Prawdziwego spokoju nie ma. Bo wczoraj czyjś alkohol popsuł ci wizję
rodziny.
Bo na końcu Looking for Alaska
za dużo się napłakałaś.

Więc dlaczego tak jest
że dla niej świat był czymś więcej
i dlaczego wtedy umarła? 

Gdzie się kończy przepaść?



Wszyscy mamy te piękne wyobrażenia...
Ale świat i tak da nam po tyłkach. 
Albo nie da nic. 
Coś da 
coś zabierze
i skończy się na tobie.
Każdy z nas jest swoim własnym końcem.
Czasem ktoś inny jest naszym końcem.
Więc zasadzie wszystko nam
wolno.

wtorek, 7 stycznia 2020

żałujemy. Bezsenności z bezsilności i największej siły


Żałujemy tego, co zrobiliśmy i czego nie. Żałujemy wszystkiego. I że ślady zostają. Niech zostają. Trzeba pamiętać. Co się zrobiło źle. A co było cudem. Inaczej zniknęłaby miłość z tego świata. Pamięć. Tęsknota. Inaczej zniknęłoby wszystko, co mam. Wszystko, czego się nie da naprawić. Bo najtrudniej jest wybaczyć sobie. Zapomnieć i zasnąć. Nie chcę zapominać. Chcę zasnąć.

I nie żałować już nigdy żadnych snów. I żeby ktoś mnie jeszcze kiedyś mocno przytulił.

Nowy rok. Nowa ja. Tylko przeszłość wciąż taka sama.

czwartek, 2 stycznia 2020

Od czasu. Do czasu

łatwiej pisać w nocy
kiedy cichnie świat
łatwiej się zakochać
w duszy

Świeży start. Dużo szampana. Przeszłość bardziej odległa. Kiedy myślę o tym, że tych granic jest tak wiele, mam ochotę zatrzymać czas, przyjrzeć się wszystkiemu z osobna. Jednak nieważne, jak bardzo bym chciała cokolwiek zmienić, to on tutaj wygrywa. Sam zmienia. Wybiera to, co, no właśnie, jakie... Lepsze, ważniejsze? Gdybym miała spersonifikować czas, ubrałabym go w Świętego Mikołaja w złotym kostiumie. Byłby uosobieniem mądrości, dobroci, ciepła i bogactwa duszy, które ukształtowały dojrzałość i doświadczenie. A wise, old man. Chcę wierzyć, że tak właśnie mógłby wyglądać. To, co zweryfikował spoglądając przez swoje okulary, musi więc być właściwe. Pamiętaj o pokorze: tylko przez pokorę można zbudować lepszy świat - powiedziałby czas. 

Czuję, że jestem o krok od czegoś, co jeszcze przyjdzie mi kiedyś zrozumieć. Czuję, że wiem więcej. Teraz. Im więcej jednak wiem, tym mniej. Podobno kto zrozumie sens, jaki się w tym zawiera, ma zadatki na naukowca. Podobno mam zadatki na naukowca... I w zasadzie mogłabym być naukowcem. Ale czuję też, że tak mało jeszcze wiem, że te dwadzieścia dwa lata to ciągle niewystarczająco, by napisać książkę, list do miłości czy do Boga. Nie chcę nic wymazywać ani ulepszać. Będę cierpliwie lub czasem mniej cierpliwie czekać. Uczyć się żyć z własną głupotą, z tym, że nie potrafię jej zrozumieć. Chcę nauczyć się żyć ze sobą. Karmić tym, co dobre. Wybaczać, kiedy marzycielstwo pokonuje rzeczywistość. Przytulać swoje wewnętrzne dziecko. I wymagać od siebie szczęścia, przede wszystkim. Zwłaszcza, kiedy inni go ode mnie nie wymagają. Czasem przegrywać.

Patrzę na swoje ciało, układam na brzuchu dłonie, łącząc ze sobą palce wskazujące i kciuki. Takie symboliczne serce. Każda kobieta powinna je mieć gdzieś w sobie, żeby pamiętać, do czego jest zdolna. Że nic nie musi, wszystko może. Powinnyśmy znaleźć na to czas, posłuchać swojego ciała i wnętrza. Do naga. Lubię to katharsis, choć dopiero się go uczę. Ono jest potrzebne, pomaga ułożyć się w sobie i przychodzi wtedy, kiedy ma przyjść. Nie można go zaplanować. Ale można mu przeszkodzić. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi: bądź sobą, zapytałabym: kim?

Czasem nie wyrabiam, nie dogaduję się z rodziną. Wybuchają awantury i emocje. Muszę się spowiadać ze spowiedzi, z każdej podjętej decyzji. Częstotliwość tego sprawia, że czasem najpierw siebie przekonuję, że jestem dorosła. Że nikt za mnie nie pójdzie do piekła. Wiem już, że mogę się starać całe życie, żeby komuś dogodzić, ale to nie uczyni mnie szczęśliwszą. Nawet chęć naprawy czegoś nie ma takiej mocy. Dopiero, kiedy jest to odniesienie do samego siebie, kiedy wewnętrznie się z czymś zgadzam. I to działa w dwie strony: brak porozumienia uniemożliwia pełnię szczęścia. Żadne nawzajem tego nie zmieni. Z moją rodziną tak już jest. I nie mam na to wpływu. Choć czasem dobrze jest razem spędzić czas, to wiem, że nieporozumienia powrócą. Dlatego muszę pamiętać. Żeby przypadkiem znów z siebie nie zrezygnować za bardzo. Bo mogę kogoś kochać albo szanować, ale pewnych rzeczy nie jestem w stanie i nawet nie chcę zmienić. Już nie. Pewne rzeczy są tylko dla mnie. Noce są tylko dla mnie. Nawet, jeśli rozrywają serce.  

Z relacjami tak już jest. Coś czasem nie styka. Są różne światy, różne sposoby myślenia. Nie wiem, czy można to przeskoczyć, chyba nie. I choć chwilami oddałabym za to wszystko, co mam, to potem przypomina mi się, że chęci to za mało. Dziadek-czas musi się zgodzić. Doprowadzić do wspólnego mianownika: wewnętrzne dziecko, wewnętrzną głupotę, wewnętrzne serce. Inaczej dokonujesz wyboru między światem, w którym się urodziłaś, a światem, w którym widzisz dla siebie miejsce. Inaczej jest konflikt. Straszliwie zachwiane proporcje. I nie wiesz, o co walczyć. A kiedy wszystko się wali, zaczynasz rozumieć, że o siebie, wtedy dopiero reszta powoli się porządkuje. Wtedy kolejność czy bieg lat przestają mieć znaczenie. Czas tworzy mgłę, ale pozwala też zobaczyć coś poza nią. I znowu tęsknisz. Tym razem jednak wiesz, do czego i że masz do tego prawo. Od początku miałaś.

To będzie długa droga. Jeśli Dziadek-czas pozwoli. Jeśli tak, to może też pozwoli wrócić człowieka. Takiego, który ma serce. Może jeszcze się uda takiego znaleźć. Dopasowanego do duszy. Namacalnego. Już nawet bez miłości.