sobota, 28 listopada 2020

czasem

Czasem mam wiersze

przed snem 

ale kiedy się budzę 

to już nie pamiętam.


Sny natomiast żywe. Wiecznie żywe. Takie, że można dotknąć i zjeść.

Zjeść strach albo

popatrzeć mu w oczy.

Tak jakby nic się zupełnie 

nie stało.











sobota, 7 listopada 2020

sory...

Różne mam myśli. Przeplatają się jak te róże z kokardkami ususzone w wazonie. Lubię suszyć kwiaty. Jeszcze bardziej lubię świeżo cięte, ale generalnie podziwiam całokształt ich istnienia. Kolorowe płatki mają w sobie coś niezwykłego. 

Chwilę się cieszę. Super przecież móc się takimi ''banałami'' pozachwycać. Super móc w jakimś stopniu kształtować swoją przestrzeń i kształcić. Czuję, że jakoś tam jestem potrzebna. 

Ale to się krzyżuje z tym wszystkim smutnym, szarym i niewiadomym.

Ciekawe, czy wszechświat zdaje sobie z tego sprawę. Czy czuje ironię w tej ogromnej chęci życia, jaką człowiek posiada, zaraz obok niewyobrażalnie przytłaczającego lęku przed odejściem, zniknięciem. 

Dlaczego ludzie nie zadają sobie trudu, żeby zakwestionować pewne rzeczy? Dlaczego przyjmują wszystko jak leci, nie filtrują dla własnego dobra, dla własnego życia? Taka już jest nasza psychika. I świat XXI wieku. Albo spisek, albo wylane. Tak. Musimy mieć jakieś mechanizmy obronne. Ale czy ludzie nie widzą, że te wszystkie nagonki, polityka, szarpanie się o nie wiadomo co, komentowanie cudzych spraw... To jest bez sensu. Czy nie widzą ironii, którą sam spowodował człowiek? Codzienność, sprzątanie, zakupy, gary. Nie wiem dokładnie, w którym momencie o tym dziś myślałam, ale to była któraś z tych czynności. Myślałam. Nie lubię robić czegoś z jakiejś potwornej, nudnej, osnutej narzekaniem konieczności. Wolę mimo wszystko nadać chociaż mały sens. Kiedy wykonuję tę prozę życia, tworzę swoje refleksje, pogrążam się w muzyce. Wtedy wiem, że nie jestem całkowicie zależna od tego, co zdaje się dla niektórych takim wyznacznikiem egzystowania. Jak tak obserwuję świat, to niektórzy chyba naprawdę żyją w ramach. Ze zmiętą listą obowiązków i oczekiwań innych ludzi. No tak. Trzeba będzie wyprasować. Umysł na codzienność wytresować.

Na tym polega życie, że robisz to wszystko. Nie można tylko myśleć i się zastanawiać nad każdym głupim szczegółem - ktoś powie. Oczywiście. Wiem, na czym polega życie - to codzienne. Nawet robię te rzeczy. Dziś - jak na cotygodniową rutynę przystało - dosyć solidnie. Dziękuję w tym momencie za weekend. Ale jestem też w takim momencie życia, że nie chcę bezrefleksyjnie, zwyczajnie przyjmować tego, co mnie otacza. Zwłaszcza, jeśli otacza mnie głównie to życie będące listą czy prozą, punkt po punkcie do zrealizowania. 

Może to tylko lęk. Tylko i aż. Nikt nie wie, ile nam zostało czasu. Chwila. Chodzi o coś innego. Nikt nie wie, jak będzie wyglądał czas, kiedy ten tutaj nam się skończy. I to chyba jest tym zapalającym się z tyłu głowy światełkiem - co teraz się liczy, a co mnie czeka dalej? Dlaczego to są tak skrajne rzeczywistości. Mogłabym uwierzyć w zapewnienie o niebie, ale z zapewnianiem różnie bywa... Sama jestem człowiekiem i dobrze o tym wiem. W dodatku człowiekiem bez większych perspektyw, bo niczego już pewnym być nie można. A ja nie czekam na księcia ani na bajkę. Bajkę może i bym chciała przeżyć, ale życie boleśnie pokazuje, że to nie tu. To może potem? Hm. Może. Ale co z tego. Nadal nie wiem.

Wiem tylko, że jakoś ciężko się robi na myślach, kiedy się dowiaduję, że odchodzą kolejne osoby. Które pamiętam jako kochane, mądre. Nauczyciele umierają. Jakoś nie potrafię do końca pojąć. Co z nimi teraz? Chciałabym, żeby byli w jakimś naprawdę happy place. Ale mogę tylko zgadywać. Ironia. Bo tak człowiek żyje, jakby był pewien wszystkiego, każdej kolejnej chwili, tego, co powinien zrobić albo nie. Prawdziwy Polak tak żyje. Ma zapewnienie o niebie i to wystarcza. Ma swoją szarą codzienność i to wystarcza. Do czasu.

Czy tylko ja mam mętlik, strach przed przyszłością i niedowierzanie?

A może tak zwyczajnie dotkliwe jest to życie, dlatego bardzo nie chce się umierać? Dlaczego boimy się umierania, kiedy przecież żyjemy? I kto nas tak zaprogramował? W obliczu tego dzisiejszego świata już naprawdę nic nie jest pewne. Ciężko mi przyjąć jakiekolwiek zapewnienia. Za dużo ich było.