Poruszające czasem jest to, że ktoś czuje albo czuł coś, co ty czułaś albo czujesz. Taka kropla antidotum w morzu niezrozumienia. Taka naprawdę ważna kropla. Sieć opisuje ją jako studium samotności. Ale ty wiesz, że to w samotności właśnie człowiek zaczyna czuć obecność. I że to obecność trzeba nauczyć się rozumieć. Samotność jest tłem. Odwiecznym. Bladym. Cichym.
I czasem zbyt późno zaczynamy zauważać to, co wychodzi na jej powierzchnię. Na przykład, że kiedy ktoś napisze "I'm sorry", to że to list pożegnalny.
Tylko czyja to wina? I dlaczego coraz częściej ktoś chce za nas przeżyć życie? Dlaczego musimy wszystko zawdzięczać? Dlaczego ktoś zawsze wie lepiej, do której klatki pasujesz? I dlaczego mimo to nikt nie ma klucza?
Bo klucz jest w tobie. W środku. Bo zawsze szuka się winy, nigdy przyczyny, ukojenia. Jeszcze rzadziej zadośćuczynienia. Wybaczenie nie istnieje.
Tak czasem mam. Że wszystko się układa w jeden temat/schemat. I że w nocy to jakoś lepiej słychać.
Tak czasem mam. Czasem bolą mnie wszystkie puste miejsca. Urwane historie.
Ty chciałabyś mieć kogoś, do kogo mogłabyś w ten sposób pisać. Ja chciałabym móc taką poezję dostawać. Od serca. Ale tak naprawdę możemy liczyć jedynie na wymyślone pocałunki, na gwiazdy w wyobraźni i szereg dziwnych zdarzeń. Złudną nadzieję. Zgubną.
Los może mieć dla nas coś w zanadrzu, może też nie mieć zupełnie nic. Ty lubisz pamiętać ubrania, przymierzać je po paru latach i udawać, że czas można naciągnąć na szyję jak sweter. Że te nitki przeniosą cię na pola pełne chabrów i maków i będziesz mogła mieć dłonie brudne od jaskrów. Ja, choćbym chciała, to tak nie potrafię. Ubrania łączę z chwilami, a kiedy minie ich czas, nie umiem powrócić. Bez. Dlatego najlepiej czuję się w wytartych dżinsach, które noszę tylko po domu. Są lekkie i nie pozostawiają złudzeń. Ty, jeśli nie wiesz co ubrać, wkładasz koszulę. Bo kochasz tęsknić. Dla mnie tęsknota to przekleństwo. Jestem przez nią krucha i rozchwiana. Trochę zbyt często nieobecna.
Ale wiesz, mamy na wszystko czas. Na to wymyślanie nawet. Nie musimy się męczyć w bolesnych relacjach, paznokciach niedopasowanych do nocnej koszuli, naciąganych, udawanych, nie(prawdziwych tylko z pozoru)miłościach. Możemy uciekać do krainy z pudrowych cukierków. I tam się kochać. Z wyobraźnią. Do rana.
Podobno wszystko można. Zaplanować. Setki scenariuszy. Od A do końca świata. Nie wiem, co dalej. Dalej zdaje się, że będziemy tracić nerwy, że będziemy tracić, no i nic z tym nie można zrobić. Czego się spodziewać? Podobno można wszystkiego.
A ja nie planuję przyszłości, bo ten czas jakoś tak coraz szybciej i szybciej... Może trochę górnolotnie to zabrzmi, ale teraźniejszość to już dla mnie prezent. W zasadzie czemu nie? Oddycham. Wszystko płynie. Gra. A to, co będzie, to zagadka i nawet fajnie jest odkrywać... I być zaskakiwanym.
Marzenia? Takie najmniejsze codzienne rzeczy... Uśmiech drugiego człowieka, żeby zawsze był. I żeby miał znaczenie. Bo zwykły uśmiech ma czasem moc zbawczą. Tak samo jak każda cegiełka, kiedy pomagamy. I podobno 8 przytuleń dziennie czyni nas szczęśliwszymi. Gdyby każdy mógł te 8 przytuleń otrzymać. To byłoby coś...
Może więc mamy tak wiele pod ręką możliwości... Kogoś spotkać, zaczarować, uratować, potrzeba tylko małej iskierki, uśmiechu, początku.
I jak to mówią, wszystko jest po coś. Ale za wszystko, co z naszych dłoni, trzeba też wziąć odpowiedzialność. Zrozumieć. Zaakceptować. Dojrzeć do. Do tego dojrzewać.
Każda kłótnia, wada wrodzona albo nabyta, każda przestrzeń spowodowana brakiem tego jednego puzzla. Wszystko to sprawia, że człowiek poszukuje. Czegoś lepszego, utraconego, sensu w chaosie, czegokolwiek.
I nawet, jeśli powtarza się w kółko ten sam schemat, to trzeba zrozumieć, że taki jest świat. Że historie lubią się powtarzać. Że rodzina czasem zapomina zawołać cię do zdjęcia. Że trzeba mówić, kiedy ci przykro, kiedy ci zależy, kiedy nie masz nastroju. Bo zrobisz lżej sobie. Bo może świat wtedy spróbuje zrozumieć?
I może próbuję teraz posłodzić to, czego nie napiszę, ale mam nadzieję, że można jeszcze uratować człowieka. I że wystarczy do tego mieć serce. Że go nie zgubię. I że Ty też będziesz je mieć dla mnie. Kimkolwiek jesteś. Jeśli jesteś.
Wyobraź sobie, że idziesz przez centrum i widzisz ludzi. Każdy patrzy tak przenikająco. A ty masz obok siebie faceta, ale po prostu spędzasz czas. I tak nie umiesz nic więcej, przecież wiesz, że na samą myśl robi ci się niedobrze. Idziesz więc. Starasz się na tym nie skupiać. Nie ma sensu przecież kategoryzować... Tak myślisz. Ale świat jak widać nie. Bo ludzie zakładają więcej niż maski. Zakładają to, co jest wbrew tobie. Niby więc jesteś sobą, nie robisz nikomu krzywdy, ale co z tego? To i tak jakaś klatka. I zaczynasz się czuć dziwnie. Potem nagle masz wrażenie, że one wszystkie widzą, co jest w tobie. Że tak naprawdę wcale nie wolisz jego towarzystwa. Bo każdy od razu zakłada źle. Ale to jest tylko w tych spojrzeniach. Coś, co nie jest prawdą. Dla ciebie. Bo coś tu jest nie tak. I czasem nie wiesz, czy to tylko sen, czy to już się dzieje realnie.
Co ze sobą zrobić? Opierasz się wciąż tej klatce, domowej spowiedzi, życiu tak bardzo w ramach, a tak mało poza nimi... Ale jakoś nadal w niej tkwisz. Próbujesz rozmawiać, ale w odpowiedzi tylko słyszysz, jak bardzo ich zawodzisz tym wszystkim, co związane z twoim sercem, z twoim czuciem. Że musisz zmienić myślenie. Bestraight.Wyprostuj się. Zorientuj na to, co "właściwe". Zdajesz sobie sprawę. Że mają rację? Nie. Że jej nie mają. I to wcale nie jest dla ciebie zaskoczeniem. Po prostu wiesz już. Że kiedyś będziesz musiała odejść. W ten nowy etap. W wolność absolutną. Zaczynasz na to czekać.
Nawet się nie zastanawiasz, czy się do czegoś zmuszać. Nie będę się zmuszać - myślisz. Ani nikogo. To w ogóle strasznie nieludzkie - zmuszanie. Do kochania, do niekochania. Do niczego to jest i robi z człowiekiem dziwne rzeczy. I powinno być zabronione. Ale idąc dalej... Nie wybrałaś tego, jaka jesteś. A im dłużej z tym żyjesz, tym bardziej się przekonujesz. I kiedy masz stawać w obronie czegoś, to już nie umiesz rezygnować z siebie. Muszę siebie obronić. I ciebie, i to wszystko, co jest przecież niewinne. Bo jest prawdą.
Jeśli ktoś czegoś nie widzi albo źle widzi, to trudno. Najważniejsze, żeby człowiek sam wiedział, jakich ludzi ma obok. Pomimo - w zasadzie masz rację. Tylko zdaje się, że to nikogo nie obchodzi. W twoim domu. W tym miejscu, gdzie powinno być bezpiecznie.
Doskonale wiesz, że to nie jest łatwa droga. I chyba dlatego ją wybierasz. Bo masz już dosyć. Tego dogłębnego poczucia niezrozumienia. Bo wiesz, że w tej materii lepsze jutro nie nadejdzie. Będzie to inne jutro, to wypieranie, jak gdyby nigdy nic... To tylko czasem jest czymś, co pomaga przetrwać. To nie może być całe życie...
Walczysz, ale coraz bardziej już nie chcesz walczyć. Bo tworzy się łańcuch, który prowadzi do jednej historii... Tej twojej. Przeszłej, teraźniejszej, przyszłej. Nie potrzebujesz tego. Zaczynasz już sama widzieć, co jest dla ciebie najlepsze. Tylko gdybyś nie musiała być w tym sama... To by się przydało. Ale dopiero teraz wiesz, że cokolwiek ktoś powie, to nie zmienia tego, jaka jesteś. Jeszcze niedawno, jeszcze wczoraj, jedno słowo potrafiło cię złamać. Teraz często też złamie. Ale nie sprawi, że uwierzysz.
I myślisz: Może kiedyś się uda. Mieć nadzieję. I nie stracić.
Ale wiesz, że to może nigdy nie nadejść? Wiesz. Mimo wszystko wybierasz siebie. Bo nikt nie wie, co nadejdzie. Bo nikt nie ma całkowitej kontroli.
Ale nie będziesz skakać z mostu. Prosto. Wiesz, że to by wcale nie pomogło. Będziesz z mostu mówić. I wiesz... Ktoś w ciebie w końcu uwierzy. Ktoś cię w końcu usłyszy.
Kiedy Ona nie ma siły wstać z kolan. W kościele. Kiedy ze łzami w oczach jej pomagam. Kiedy Ona ze łzami w oczach zapala znicze na cmentarzu. Kiedy znów w ciszy sprzątam dom. Kiedy mocno mnie przytula. Kiedy nikt nie rozumie. Kiedy sama nie rozumiem swoich łez. A potem dociera. Że odliczam w złą stronę czas. Że już za nią tęsknię. Że w dniu, w którym odszedł, robiłam dokładnie to samo. W tym samym domu. Sama. I znów jest brak. Brak wszystkiego. Brak atmosfery. Brak ciepła na koniec dnia. Na dobranoc.
I trochę już nie wiem, jak to wszystko pozbierać. Mam dosyć przepraszania. Za swój własny ból. Nie przepraszam. Czuję. Nie wiem, czy mnie też wolno.
Bo większą wartość ma praca i obowiązki, niż szczęście i miłość. I choć będę się starać, to i tak regularnie wszystko będzie się pieprzyło. Tak już jest. I tak już chyba będzie.
Bardzo chciałam, żeby było dobrze. Znów chyba za.
I nie wiem, co gorsze... mieć nadzieję, czy nic nie mieć.
Myślę o całym świecie. O tym, co czuje. Ona, on, oni. Wszyscy. Że tam są i wracają może środkiem nocy. Płaczą. Śmieją się. Kłamią. Mogłabym skłamać...
Myślisz, że nie kłamie?
Ja myślę, że trochę musi.
Trochę trzeba kłamać, kiedy się kocha. Sobie, siebie i nie. Nie można tylko prawdą zabijać. Czas to pokazuje najlepiej. Albo najgorzej. Zależy.
Myślę, że kłamie.
Ten świat.
Każdy po trochu tam w środku. Kiedy wraca z imprezy nad ranem. I każdy wtedy trochę umiera.
Ktoś teraz. Setki dusz.
W tym momencie, teraz. W pustce. W braku dotyku. Następnego dnia udają, że wszystko dobrze...
I zastanawiam się. Po co? Albo... jak inaczej?
Gdzie jest to szczęście? Kto nam je odbiera? Jakoś nie wierzę, że my sami. Sami sobie... Nie wierzę w jedną drogę dla wszystkich. Trochę nie wierzę w świat. Że to się dzieje. Dawno, dawno temu tak nie było. Daleko, daleko stąd tak nie jest. Sami sobie. Szkodzimy? Dlaczego nikt nas nie uczy? Gdzie ci stróże... ? Niewidoczni. W tłumie. Boją się wybić. Boją. Nie chcą. Wiedzą, czym to się kończy. Że przepaścią.
Ja właśnie chyba w takiej jestem. Za dużo myślę o ludziach z osobna.To ten czas... Świąt. Dopiero się do nich przykładam. Powoli. Czas ucieka. Ucieka. Jak miłość. A może jak się coś poznało, to nic już nie wróci do stanu sprzed?
Czasem nic jest lepsze. Nie wiedzieć. Nie czuć. Nie być. Nie wiem, czy wolę nic od wszystkiego. Wszystko to za dużo... Nie potrafiłabym. Nie wiem, czy umiałabym być szczęśliwa. Mając wszystko. I wiedząc, że można to stracić.
Nie wiem, co mam. Tak naprawdę. On się boi. Że straci.
Ona się nie boi. Bo nie wie, co ma.
Ludzie, zdejmijcie już te maski. Bo nie mogę patrzeć. Bo nic nie widzę, kiedy każdy udaje. Że jest tak super. Nic nie jest super. Nie widzimy świata. Patrzymy, ale nie widzimy.
Nie wiemy.
Ktoś kłamie. Każdego dnia nam w twarz. A my tego nie widzimy.
Obudź się.
Przejmować się? Czy nie? A można nie? Przecież ktoś wczoraj nie wrócił do domu. Ktoś teraz szuka. Jeszcze sensu. Wiem, że każdy musi dojść sam. Poczuć. Czasem pustkę. Czasem coś więcej. Odnaleźć w tym zakłamanym... Czym? Trochę to reality-show, ale przecież zakładając słuchawki czujesz się jak w teledysku. Albo w filmie. Niemym. Dla niektórych naprawdę obcym. Życie to nie film, nie? Ani teatr, ani bajka. Ale tragedia... już tak?
Dlaczego nie walka, czucie, tylko akurat tragedia albo dramat... Nie wiem, co oni wszyscy czują. Wiem, że kiedyś bardziej płakałam. Teraz, jak się wzruszam, to one tak powoli ciekną. Ale jak się pomyśli, że ten świat jest inkubatorem dla masy zagubionych... To nabiera jakiejś takiej ważności. Nie patosu, wcale nie. Tylko ta świadomość, że ktoś mógł nie być przytulony miesiąc, rok, lata. Świat niby ma leczyć, ratować, radować... A co się dzieje naprawdę? Naprawdę ucinają swoje ścieżki dzieci... Tam po drugiej stronie (globu) to naprawdę dzieci... I to się jeszcze teraz dzieje. Nie potrafię zrozumieć sensu takiej krzywdy. Ani tej siły. Która powstaje na ruinach. W piwnicach, niedopałkach. Niedotykach. Złych dotykach.
Nie potrafię zrozumieć raka. I tego, że niektórzy mają takie smutne święta. Takie smutne...
Dasz radę, Aniołku.
Gdzie gromadzimy lęki?
Dokąd idziemy, kiedy zasypiamy?
Dlaczego nie można wszystkich uratować?
Kiedyś się dowiemy. Chciałabym, żeby tak było. Bo teraz to jest plątanina, spójność-niespójność. I tak w kółko. Smutny i piękny. Tak się zatacza. Tak się toczy świat.
Może te wszystkie lata to za dużo. Może coś czasem pęka. Żeby człowiek miał szansę spłacić dług. Dlatego nie śpicie dzisiaj razem. Dlatego ja też. Rozbita szukam w sobie serca. Dla człowieka. Nawet takiego, który psuje krew.
Który nie czeka.
Który nie czekasz.
Zmiłuj się.
Może nie wszystko można naprawić. Bo człowiek to dureń. Nie docenia istnienia. Całe życie uczy się kochać i w końcu nie ma już na to sił. Uczmy się chcieć bardziej. Ktoś musi. Inaczej zginiemy.
Czasem wypowiadanie rzeczy na głos jest oznaką słabości. Czasem pisanie. A w zasadzie to nie wiem, to jest wszystko trudne i myślę, że każdy może na swój własny sposób przeżywać radość, smutek, nicość. I dla każdego siła to coś innego.
Czasem to miłe, w zasadzie zawsze, kiedy słyszę, że nie muszę się bardziej starać, że tak wystarczy, że sama już coś potrafię, a dalej będzie już tylko rozwój.
Pozwól mi być sobą. Dzisiaj. Dzisiaj chcę się cieszyć na swój sposób. Na swój sposób marnować swoje młode lata. * Bo taka była pierwsza myśl. I może taka miała być...
Co się dzieje z człowiekiem, kiedy czuje się zraniony? I jak przestać? Dlaczego pani dziekan mówi, że ładnie piszę, dlaczego ona lubi tęczę, a ja z wami nadal nie potrafię rozmawiać?
Dlaczego mówicie, że nawet się nie staram, że jak się postaram, to wyjdzie mi schemat? Dlaczego to ja mam coś zmieniać, dlaczego mam zmienić myślenie? I dlaczego nie mówię o swoich lękach, tylko wolę się pochwalić... Skąd wiem, że łatwiej to przyjmiecie?
Wiecie, to jest ironia, bo ja nawet nigdy niczego nie spróbowałam. Sny się nie liczą. Życie to nie bajka. A ja tak bardzo je kocham i ciągle muszę to sobie powtarzać...
To nie jest na złość. Ani na siłę. Gdybym mogła coś zmienić, to nawet nie wiem, co. Bo po co naciągać, zaciągać... jak można się położyć w swoim własnym łóżku? W swoich własnych myślach, po nocach, ciepłych kocach. W zielonej pościeli.
Wczoraj przeczytałam pewien tekst, był o tym, że ktoś zrozumiał, że jest dorosły, kiedy obudził się w ledwie rozpoznawalnym łóżku (o sto lat za późno?), bez wsparcia, bez bliskich. A dalej była już tylko gonitwa...
Czego ja chcę? Na pewno chciałabym, żeby to było prostsze. Całe życie. Układanie dziwnych puzzli. Układanie słów. Chciałabym, żeby człowiek nie musiał zapominać, blokować, szukać na siłę powodu...
Chciałabym, żeby człowiek był. Żebyśmy mogli znowu porozmawiać w środku nocy. I żebyśmy mogły zatrzymać znów na chwilę czas.
I chciałabym, żeby to, co przede mną, żeby to tak bardzo nie przerażało. Bo kocham podróże, kocham piękne serca, ale ze mną jest jakoś inaczej, zawsze trochę pod górkę i tak dalej... choć wcale nie.
I chciałabym, żeby człowiek, którego znam od zawsze, spróbował to chociaż zrozumieć. Ale w te święta znów dostanę życzenia, żebym znalazła pod choinką chłopaka. Weźcie ich wszystkich. Trochę się przez ostatnie lata nazbierało. Niech już sobie pójdą. To tak nie działa. Nawet, kiedy się postaram...
I wiecie, ja się próbuję oswoić z myślą, że nie ma dla mnie człowieka. I nawet mogłabym z tym jakoś żyć, nie myśleć, być dla kogoś. Tylko zrozumcie, że opowiadaniem, jaka ta samotność jest straszna, nie pomożecie mi. Bo ja to wiem. I moje poduszki to wiedzą. I nie potrzebuję Tindera. Tylko człowieka z sercem. Który nie wyśmieje. Nie pogoni. I nie bedzie szukał leku na nieuleczalne, tylko powie mi prawdę, że leku nie ma. Ale że i tak warto. Żyć.
Nie potrzebuję złotych rad matrymonialnych. Nie, kiedy próbuję być najlepszą wersja siebie. Wiem, że chcecie pomóc. Ale tak się nie da. Mam się otworzyć? Serce na dłoni i najlepiej ciało?
A gdzie reszta? Nie można mieć innych planów? Czy to bardziej wam, czy mnie jest trudno zrozumieć, że miłość się czasem po prostu nie należy? Że nie wypada jak godzina w zegarku? Że to nie takie proste. Że oczywiście, że by człowiek chciał, ale nie mówcie mi, że mam wychodzić na spacer i codziennie jej szukać. Go. Oszukać?
Nie można komuś kazać starać się zmienić. A już w ogóle czegoś, na co on przecież wcale nie ma wpływu.
I choć tak bardzo lubię patrzeć na szczęście innych, a jeszcze bardziej się przy tym wzruszać, to nadal ciężko jest mi patrzeć. Na ten film, po tym, co od was słyszę. Bo wiem, że to nie koniec. A życie to nie bajka. Ja w głowie mam o wiele więcej obrazków. O wiele więcej.
Jeżeli świat skrywa więcej takich miejsc, których nie da się opowiedzieć, tylko trzeba zobaczyć i poczuć - to ja się piszę. Zachwyt wskazany na tym (łez) padole...Warto odkrywać, poznawać nasz ziemski Dom. Człowiek poznaje też wtedy trochę bardziej siebie. I tak chyba powinno być.
*
A tych refleksji coraz więcej...
Nie mogę sobie jeszcze znaleźć miejsca. Zostawiłam serce. Muszę się czymś rozgrzać. Trochę grzeją wspomnienia, są jeszcze żywe. Sieją mętlik, więc próbuję wszystkiego. Żeby się znów odnaleźć. Poukładałam dziś przestrzeń domową, przyłożyłam ręce do białej pościeli. Poukładałam książki grzbietami do tyłu. Teraz widać jedynie papier. Różnorodność. Każda ma inny kolor. Każda wyrosła z innego drzewa. Muszę o tym pomyśleć w lesie - że z któregoś z nich będzie się kiedyś czytało. Więc drzewa jednak mówią - a książka nie jest rzeczą martwą. Drzewo dało życie słowu. Bo na początku było... I wróciło. Ze zwiększoną mocą.
Co zrobić, kiedy refleksji już zbyt dużo? I jak wrócić do normalności? Może się nie da?
Nie od razu...
Czy świat podupada? Zobacz, gdzie my, a gdzie oni. Gdzie selfie w lustrze, a gdzie ugoszczenie miętą w jaskini... Rytualne już nakładanie makijażu, sztucznych rzęs (nie u mnie), a zwyczaj parzenia herbaty... Tak piękny zresztą. Mistyczny. Co poszło nie tak?
Spotkałam ludzi, od których biło światło. Dzielili się swoją historią, wszystkim, co mieli... Nawet, jeśli nie mieli prawie nic. A największym ich bogactwem była cierpliwość. Dobre serce. Warto się zastanowić... Jak często wściekasz się, kiedy wstajesz, kiedy światło czerwone, kiedy posiłek niewystarczająco ciepły, kiedy śnieg, kiedy upał, burza, duszno, bo zawsze coś nie tak...?
Każdy decyduje sam. Każdy w zgodzie z własnym sumieniem. Ale czy nie reagujemy tak często nad wyraz? Czy nie przytłacza nas ta "upiększona" rzeczywistość?
Od dawna. Nie wiedziałam, co to jest, skąd się bierze, i że można się czuć wyobcowanym, kiedy perspektywa wąska... A czasy tak mącące w duszy.
Teraz może jakoś więcej rozumiem. Mamy za dużo. Zapomnieliśmy, jak się dzielić. I że się da. Zapomnieliśmy, jak żyć.
A gdyby tak zwyczajnie porozmawiać? Z człowiekiem. O tym, co naprawdę ważne. Co się zmienia. Na lepsze. Na gorsze. I co można zrobić. Bo tak łatwo zatracić się w powiewie zachodniego wiatru. A gdzieś tam, choćby na południe od nas, są ludzie. Bez Facebooka, Big Brothera, Tindera i całej reszty. I żyją. Lepiej niż my... To the fullest
Bez kropki.
Dziwne to z(a)mieszanie. Chłód odczuwam podwójnie, a ciepło jeszcze bardziej. Wszystko to, co przed chwilą na wyciągnięcie ręki i tak jeszcze realne, jest teraz niczym bajka, za mgłą. I ja chciałabym ją jeszcze czytać, słyszeć, o niej mówić i do niej wrócić. Tak, jak...
Na tę nostalgię chyba nie ma rozwiązania. Coś się obudziło. Coś się ciągle budzi. Coś nie może zasnąć. Coś się jeszcze tli...
Kiedyś bardziej lubiłam sukienki. Były lekkością. Teraz... Jestem silniejsza. Delikatna już tylko w środku. Na zewnątrz są powłoki. Jak u superbohatera - z tarczą ochronną na sercu. Z własnym zdaniem. Z misją.
Dziś włożyłam sukienkę, żeby zjednoczyć się z wiatrem. Z pustynią. Pogniecioną jak dusza. Ze światem na ramieniu.
Chyba nie jestem dobra w pożegnaniach. Ale umiem pamiętać.
Lubię tę głębię doświadczeń... Kilka dni wyklętych, wyjętych, zaczarowanych (jeśli ktoś wierzy w przeczucie, przeznaczenie, przypadek).
Ten potok, wiesz... To nieprawdopodobne, że wszystko ma jakieś znaczenie. Kilka dni temu przyszła mi na myśl J. Jak ona się pozbierała, co musiała czuć...
Czasem się zastanawiam. Nad człowiekiem. Czasem płaczę. Teraz jednak dostałam odpowiedź. Gdybym nazwała to bólem, złym doświadczeniem, znacznie umniejszyłabym zmagania innych ludzi. Choć każdy ból jest dla człowieka prawdziwy, kiedy dotyczy nas samych... Tak samo jest z problemami. Współczucie to jedno. Współodczuwanie - takie prawdziwe, z serca do serca - to rzadkość. Ja nie chciałam zadzierać z losem, z Bogiem... z Tobą. Zostałam obdarowana świadomością tego, że rzeczy się po prostu dzieją. I nie możemy ich cofnąć, zmienić. Możemy czuć - gniew, frustrację, niezrozumienie. I mamy do tego prawo. Bo tej sprawiedliwości tak często nie ma i nie będzie. Nie można na zło zasłużyć. Ona nie zasłużyła i ona to wie. I to już jest dużo. Taką świadomość posiadać.
Ja nadal mam szansę. Sprawną dłoń za jakiś czas. Ręce i serce. I to, że wszystko jest, to jest już bardzo dużo.
A reszta nie musi mieć sensu. Całe zło-rzeczenie, wytykanie, przyziemność. To, że tak daleko od domu człowiek tęskni za "swoim" jedzeniem. Że nie tęskni za tą wieczną bieganiną. Za tym, że u nas jest wszystkiego za dużo, a jak ucieka gdzieś znaczenie, trzeba jakiekolwiek nadać. To są rzeczy, które sprawiają, że człowiek jest jaki jest. Że coś lubi albo nie. To nie egzamin. A Ty nie jesteś odpowiedzią. Odpowiedzi może nie być. (Ktoś musi być trochę szurnięty. Mieć w głowie prywatny raj, oazę, d(r)eszcz. Nie szukać dziury w całym, a w dziurze nie szukać defektu. Ktoś musi. W tej rodzinie padło na mnie.)
/Blindspot.
Ta historia mnie rusza. No i ma silną postać kobiecą. Całe lato z nią spędziłam. Teraz powrót do...
Poza tym zastanawiam się nad istotą spokoju. Czym jest spokój ducha? Dlaczego życie tutaj jest prostsze, choć tak bardzo inne i dla wielu kobiet ograniczone brakiem wolności? Czy może w pewnym stopniu ograniczenie daje szczęście? Tym ludziom nic nie brakuje... Mimo, że nie mają wiele. Są życzliwi, uczynni. Zupełnie inni niż u nas. Człowiek zastanawia się pół życia, co jest dobre, a co złe i patrzy na zdanie innych zamiast na swoje... Potem żałuje i żal kieruje na innych. Tak jesteśmy nauczeni. Takie to smutne i średniowieczne. Czasem. Zabiegani jesteśmy. Zamknięci w wiecznej pogoni za nie wiadomo czym... Bo tak nam dyktuje kultura. Technologia. Są dobre aspekty, ale jednak też szokujące jest to, że bez technologii nie ma nas. Są słowa, których nikt nie przeczyta. Zdjęcia, których nikt nie zobaczy. Muzyka, której nikt nie usłyszy. Jeżeli nie będzie kogoś, jeżeli nie będzie połączenia. Czy ta rzeczywistość robi nam przysługę, czy dokłada się do poczucia osamotnienia? Tego w nocy. Tego w dzień. Czy ścieżki w tej części życia zwanej siecią nie bywają lepsze od tych prawdziwych? I, co za tym idzie, czy to, że gdzieś jest ktoś, nie sprawia, że teraz i tutaj chciałoby się tego kogoś mieć? Zamiast. Oprócz.
Co tak naprawdę nas kaleczy?
Bieg czasu?
To, że człowiek od zawsze próbuje ten świat zmieniać, a wystarczyłoby zacząć od siebie?
Moja rzeczywistość nie jest do końca moja, choć staram się, aby była, ale wszystkiego zmienić się nie da. Tęsknoty, że zjada sny, a przecież wystarczyłaby odrobina lekkości, dobrych myśli, pokory.
My nie wiemy lepiej. Lepiej wie ten, kto tak nie myśli. Kto cieszy się i kocha to życie bezwarunkowo. Kto żyje prościej...?
Przewartościowanie jest dzisiaj bardzo potrzebne. Ja chcę żyć lepiej. Na tyle, na ile mnie stać. Na maksa.
Sia - Angel by the Wings Sia - Eye of the Needle Sia - Big Girls Cry
To z jednej strony katharsis, a z drugiej niekończąca się erupcja wulkanu tych wszystkich emocji, które człowiek zakopuje w sobie. Słuchasz i dochodzisz do wniosku, że potrzebujesz tego, czego nie ma. Mimo że to, co już jest, to zbawienny deszcz. Słońce na pustyni. Prawdziwe życie. Koniec dnia to przeraźliwa cisza w duszy. I tu. Dzwoni pustka. Trzeba to tamto jakoś przywrócić. Więc play. Niech się pogłębia ocean. Ja i tak już myślami zostanę. W do połowy spełnionym sercu. (W nim przecież wszystko... Razem.) W dupie. Tak jakby.
...człowiek to jest jednak skomplikowany do granic. Albo po prostu głupi.
Można wyjechać ze łzami w oczach. W sercu. Ból wymienić na wzruszenie.
Pierwszy raz byłam w niebie tak naprawdę. Choć wcześniej w piekle. Trzasnęłam drzwiami. Bardzo mocno. (Przeklęłam alkohol. Nie człowieka. Bo każdy może popełnić błąd. Nawet taki najgorszy.) I jeszcze zbiła się butelka wódki. Ale to nie była moja wina. Chyba... Zresztą. Dosyć o niej. Przeprosił. A ja... Nie wiem... Nie chcę o tym, co złe, jeżeli choć trochę minęło. Jeżeli.
Może dlatego...
Najpierw były chmury...
A w chmurach człowiek już nie jest człowiekiem, bo ma skrzydła i może latać...
Niebo nadal jest niebem. Tylko bardziej.
Nie wiem, dlaczego dopiero teraz. Ale można zapłacić za szczęście. Nawet, jeśli słono. Mogę zapłacić.
Nie wiem, dlaczego.
W zasadzie to nie ogarniam. Armagedon emocjonalny?
Nie potrafię słuchać tej piosenki.
Za to uwielbiam dziś tę...
Wczoraj Africa by Toto playing in the background....
Jesień ma już swój zapach. Tak mi pasuje do aury. Wymiękam emocjonalnie. Wymiękam fizycznie. A duchowo, to nawet nie mam pojęcia... co. Ale bez cukru też się da. Tylko naturalnie. Wszystko ma lepszy smak. Właśnie tak.
Mogłam pomóc. Lubię pomagać. Wiesz, może to do tego jestem. Niekoniecznie do niczego. Już tak nie myślę. Tej jesieni. Choć nie noszę zegarka.
Wcale nie muszę układać sobie życia. Mogę być po prostu. Czasem deską ratunku. Kiedy nikt. Kiedy wszyscy.
Wcale nie muszę cofać się w czasie. Ani zastygać, bo oddycham teraz. Bo nie mam z tym problemu. Jestem przecież dalej. Tak, jakby ketmia i biała szałwia od zawsze tu na mnie czekały.
Szkoda, że nie pomyślałam wcześniej. Że jakoś tak człowiek lgnął do czegoś. Że chciał świat zbawić, jakby nie było Boga. Czy muszę wierzyć? Wcale nie muszę. Nie muszę. Mogę.
***
Nie mam życiowej ścieżki, planu ani nawet kalendarza. Tylko nadzieję. Że jest w tym wszystkim jakiś sens.
Lubię tylko czasem. Wracać do tej złotej. Serii zdjęć z ogrodu botanicznego sprzed lat.
Lubię czasem nie zasypiać specjalnie. I obiecywać sobie, że jutro. Że więcej.
A czasem doceniam, że można się schować. I myśleć. I czuć. I czuć. I czuć.
Niemena na przykład. Spodchmurykapelusza albo...
Myśli wiecznej arcydzieło.
Bo jesień jest do snu. I nocnych kontemplacji. I żeby czasem uciec. Od siebie.
Nie umiem zaakceptować, bo nie umiem zapomnieć
czy
nie umiem zapomnieć, bo nie umiem zaakceptować?
Chyba nie lubię jesieni i zimy. Bardziej niż kiedyś. Nie lubię być sama. Nie lubię, bo wtedy myśli się w kółko kręcą. I ja bym je bardzo chętnie zatrzymała. Wyciszyła. Czasem jest się w kropce, kiedy się zdaje sobie sprawę z tego, że nie żyje się tak, jak powinno. Jak większość, jak inni. Nie chce się tak wcale. Ale nie ma też z kim jakoś tego przetrwać. I jest się odosobnionym. Na przykład wtedy, kiedy kawa jest ważniejsza niż powinna być. Kiedy teraźniejszość jest ważniejsza. Bo każdy tylko pyta o przyszłość. O plan. Bo każdy żyje tak samo.
Przestań przychodzić, to ja też przestanę. Przestań istnieć, to ja też. Przestań śnić, to ja.
Co? No nie da się. To nie zależy ode mnie. Ale to nawet zabawne. Głupio-śmieszne. Że wszystko zanikło przez czas, którego nie ma. Który jakby nigdy nie miał swojego miejsca. I że to nic nie zmienia, zmienia się tylko postrzeganie, bo mogę podróżować w tym niebycie, wracać do słów i odtwarzać na nowo. Że ja już nawet nie kwestionuję, co jest, a czego nie ma. Że mogę sobie wyobrazić cokolwiek. Każdy scenariusz, od czarnej dziury do błękitnego nieba, przez pomarańcze i róż. I słońce. Chmury z dziwnego materiału.
Coś się marszczy, coś się gniecie. A ja nadal tu jestem. Nadchodzi koniec jeden po drugim. Przechodzisz mnie dreszczem. Nawet dzisiaj jeszcze. Z dupy trochę. Niepotrzebnie. Czytam.
Jestem tu i czekam na moment, w którym zacznę się śmiać. Bo, choć to zabawne, to jakoś nie do końca mnie śmieszy. Bo to trwa jak jakaś bajka, a ja nie potrafię ocenić, kto kim jest. Bo każdy jest każdym. Bo miłość jest Tobą. Ale jest też żartem, zagadką i serem. W jednym kawałku. Nie do końca mi w tej postaci smakuje. Brakuje pieprzu, soli albo cukru. Albo solidnej dawki chemii. A nie, chemii to teraz wszędzie za dużo. I w głowach się od toksyn przewraca. Brakuje człowieka. Takiego naprawdę. Brakuje Ciebie.
Nie mam swojego miejsca. Codziennie śpię gdzie indziej. A, co jest najdziwniejsze, za domem nie tęsknię wcale. Kto tęskniłby za klatką? Nie potrzebuję złota. Potrzebuję ciepła. I żeby ktoś tak zwyczajnie porozmawiał. Żeby można było wszystko z siebie wyrzucić. Bez oceniania. Bez ogródek. Człowiek tego potrzebuje. Człowiek taki jak ja.
Są ludzie, którzy nie lubią spać w obcych miejscach. Są ludzie, którzy się nauczyli. I jestem ja. Ja nie wiem. Pół nocy się oswajam z samą myślą. Nawet, jeśli to już się dzieje.
Czasem nic. Pusta kartka. Szelest pościeli w pokoju obok. W prawie zupełnie nowym miejscu. Otwarte drzwi. (Nie)przekroczone granice. Niepozamykane sny. I ty.
Zaczęło się dobrze. Poranki zawsze są dobre. To później się psuje, a w nocy wy.wraca. Wszystko, czego brakuje. Albo czego nie ma. Raczej. To staje się uporczywe i człowiek aż sam siebie ma dosyć. Choć wcale nie. Ma dosyć chwili obecnej.
Jutro rano nie będzie dobrze. Ale za parę dni może już tak.
Dzisiaj ostatni raz widziałam panią I. Powiedziała coś tak miłego, że zabrakło mi słów. Ale naprawdę. Jak to się dzieje, że ktoś, kto nie powinien już mieć sił, ma ich aż nadto? Ma tyle, aby wszystkim użyczyć. Zawsze potrafi je w sobie znaleźć. Bez wyjątku. Jak to się dzieje, że człowiek, któremu niewiele brakuje, nie dzieli się dobrym słowem, a ktoś, kto jest ciężko chory i być może ostatnie chwile spędza w pracy, której nie kocha, daje tyle serca? Jak to się dzieje, że tych dobrych ludzi jest tak mało? Że prawdopodobnie nigdy już jej nie zobaczę?
Przypominała mi moją babcię. (Tę, której już nie ma, ale po której zostało mi trzecie imię.) Od pierwszej chwili. Wrażenie wielkoduszności, które w zasadzie się potwierdziło. Nietolerancja na głupotę i taki naprawdę mądry osąd. Przekazała mi kilka cennych rad. Na dłonie. W oczach miała coś ciepłego. (Później zaskoczyła mówiąc, że we mnie też to dostrzegła.) Pożyczyła mi książkę. Latarnię. Więcej nie umiem na razie powiedzieć. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie. Takich osób się nie zapomina. Tak, jak one nie zapominają wierszy, które napisały w podstawówce. Taka była pani I. Do ostatniej chwili. Do ostatniego 'cześć'.
Dygresja. Pani A. z kolei ma dobry sposób na tęsknotę. Nie przytula na pożegnanie. Tylko na powitanie. Tak jest lepiej. Tak mniej boli.
Bo ja zżywam się z ludźmi za bardzo. I jeszcze trochę jestem zbyt naiwna. Znaczy, chciałabym, aby było dobrze. Zawsze. Ale nie zawsze może być. Czasem też ktoś po prostu nie chce.
Wiesz, to oni tracą ciebie, nie ty ich. Bo to oni nie poznają ciebie. Tak naprawdę. Musisz się z tym pogodzić.
Ja wiem. Są te części mnie, których też wolałabym nie znać. Poza tym, nie umiem czytać ludzi. Kiedy tylko mówią, kiedy naprawdę coś myślą. I chciałabym mieć zawsze coś ciepłego w sobie. Dla każdego. Ale widocznie nie umiem. Ona umiała. Tylko, że ja jestem młoda, a ona nie. Młodych się nie traktuje poważnie. A teraz kolejna osoba odeszła. I nie doda mi sił, choć sama ma ich mniej. Choć kilka miesięcy temu zmarła miłość jej życia, do której nadal pisze listy. Tacy ludzie są potrzebni. To anioły. Nic im nie trzeba mówić. Sami wiedzą. Niech więc czynią cuda. W tej krainie i każdej innej.
Do snu. Do poduszki je przyłożyć. Do skóry. Jak teraz słowa. Dziś tak bardzo potrzebuję. Ale nie jesteśmy w stanie zawrócić każdej osoby. Nawet, jeśli żyje. Oddycha. Ma tatuaże, o których nic nie wiesz. Jedna z najważniejszych rzeczy, których nauczyło mnie odejście pani I.? Każdy musi sam chcieć. Nawet najmniejszą chęć można obudzić. Jeżeli tylko tam jest.
Nie powiem dziś tego, czego nie jestem w stanie. Trochę dlatego, że mam dosyć utraty. I tego, że ta rzeka się nie kończy. Ale też dziękuję. Za tę świadomość. Za to doświadczenie. Bo mogę się dzielić chociaż cząstką otrzymanej magii. Jej resztę zachowam dla siebie. Żeby się chciało chcieć...
Każdy próbuje być psychologiem. Ktoś jest nim bardziej, inny mniej. Ktoś odnalazł swoją ścieżkę, inny poszukuje. Albo na odwrót. Albo świat.
Skąd wiedzieć, w którą pójść stronę? Czy konieczność przypominania sobie o rzeczach ważnych nie sprawia, że zapominamy o najważniejszych? O najważniejszym. O źródle. O tym, że to wszystko zaczyna się w nas. Zanim wypłynie. A potem w nas się kończy. Jeżeli się skończy.
Bo co, jeśli nie?
Jeśli to nie ten prąd?
Czy wystarczy czasu, żeby zawrócić?
Każdy potrzebuje drugiego serca. Które będzie gdzieś tam. I które uleczy. Kiedy wszystko inne zawiedzie. Kiedy nasz świat nie będzie już nasz - serce to przytuli(ć) w myślach. Nawet, jeśli to nie ten czas. To wystarczy. Będzie ratunkiem.
***
Nie rezygnuj z tego, co kochasz. Chyba, że naprawdę musisz. Chyba, że nie ma innej drogi. Ale wiedz, że wtedy, w tych najbardziej znaczących momentach, każdą myślą będziesz do tego wracać. Choć może się zdarzyć, że nigdy się nie uda. Tak naprawdę.
Pierwsza i ostatnia myśl leci do Ciebie. To, co pomiędzy, to trochę też.
***
Tylko upewnij się, że jest wolność.
Dziś pomyślałam, że jestem dopiero na drodze do bycia sobą. Że trzeba się jeszcze trochę pokłócić z rodziną, ze światem, ze sobą. Też. Dopóki to nie ucichnie albo nie przekrzyczy całej reszty. Bo może już zawsze tak będzie. Można być rozdartym między światami, nawet, jeśli się tego nie chce.
Ale Ty masz serce, kochanie. Masz całe morze serc. Więc płyń.
Kiedyś było jakoś fajniej... Coś jeszcze pamiętam. Czasem nawet więcej szczegółów z dzieciństwa niż sprzed kilku miesięcy. Życie nam płata figle. Czas. I sąsiad z muzyką. Białe róże, only you, wielka miłość. Już nie ma dzikich plaż... A ja nie mam wyboru, jak tylko słuchać. Mogłabym zamknąć okno, ale wtedy cisza, brak powietrza, brak... Wszystko może denerwować, wszystko może bawić. Wszystko może. Być?
Zostaniemy jej wierni na zawsze
Lubię kolory. Doświadczam dreszczy na niektóre piosenki. Nie wiem, jak to działa, ale działa. Szkoda, że nie da się nie słyszeć pewnych słów. Nie pozwalać im wchodzić głębiej. Szkoda, że nie da się od-słyszeć.
Wszystko wokół się zmienia
Nawet Ty
Mam Polaroid. Na razie tylko namalowany na bluzie. Może się uda ziścić. Taki mały relikt odkurzyć, przywrócić do życia. Stare odmłodzić. Dać drugie, setne. Spojrzenie. Albo znaleźć nowe. Na każde trzeba sobie zapracować. Nie ma nic za darmo - usłyszałabym od nich. Może i od siebie. Ale... nie wszyscy kalkulują. Ja idę powoli. Do przodu. A to, co ociepli serce, to moje. Darmowe.
Bo bez Ciebie to
Nie mam siły
By dalej żyć
To chyba nie chodzi do końca o siłę. Chodzi o to, co pcha do przodu. O to, co sprawia, że się chce. Kiedy tego zabraknie, robi się pusto. Dziwnie. Dziko. Chodzi o to, że można czerpać od siebie samego siłę, nawet motywację da się znaleźć. Ale magię można tylko od kogoś. Najlepiej, jak to się dzieje samo. I nie trzeba o tym nawet mówić. I tylko się czuje. Jak tam w środku wszystko pulsuje. Jak bije. Serce. I zaczyna się odliczać do kolejnych. Dźwięków. Bo przecież pusta skrzynka to puste wnętrze - takie mamy czasy. A ja nadal, mimo wszystko, wolę wiadomości przychodzące od wychodzących. Odchodzących. Wolę czuć obecność chociaż w taki sposób. Rzadko się zdarza uśmiech, który sam wchodzi na twarz.
Chociaż czasem mnie ranisz To i tak wybaczam Ci
Staliśmy się niewolnikami własnych emo(c)ji. Zależymy od kilku kliknięć.
Słów. Zadziwiające, jak różnie może być. Jak każdy dzień jest inny,
choć taki sam. Jak brakuje tego czekania.
Wiesz, czasem trafiam na coś, co ma sens. Ale wstecz. Niekoniecznie w pełni. Ale w jakimś stopniu tak. I w jakiś sposób. W smutny sposób. Z żalem, którego nie można się pozbyć, bo został przecież zapisany i wysłany. (Może to wcale nie był żal? Może to było coś innego?) Są różne czynniki. I wiem, że nie ma sensu wracać do niektórych rzeczy i osób. Można niektóre zostawić, okej. Ty do takich nie należysz. Nie jesteś rzeczą ani zabawką. Przynajmniej dla mnie. Tylko, że nie o tym teraz. Chodzi o coś więcej. Wtedy, z tą grą, trochę się pomyliłam. To nie do końca tak, że wszyscy grają. Wiesz, bo świat jest full of broken people. Ludzie z miłości zrobili grę. Ale z gry czasem też robi się miłość. Więc może jednak wszyscy gramy, tylko każdy inaczej? (Każdy ma inną melodię w sercu, inne instrumenty w dłoniach, inny puls w oczach.) I to prowadzi do łamania serc. Każdy jest jakoś uszkodzony. Albo prawie każdy. Jeśli się zbierze w jednym miejscu taka mieszanka różnych bajek, które zaczynają chcieć jednego i tego samego zakończenia... To wtedy jest zamieszanie i chaos. I Ty. I wtedy się robi niebezpiecznie. Tylko, że na to za bardzo nie ma lekarstwa.
Są różne inne czynniki. Na przykład takie, że każdy jest w innym momencie swojego życia. Ktoś ma okres, ktoś ma menopauzę, ktoś nie zdążył zakwitnąć, bo się zgubił w ogrodzie. Komuś dzisiaj źle wyszedł make-up, ktoś dopiero za tydzień ma umówionego fryzjera. Ktoś czuje się dziś idealnie. A kogoś coś wkurwiło, bo nie ten dzień. (Każdego innego biega szczęśliwy po łące. Albo co drugi.) Nie mamy na to wpływu. (A, może też być, że coś banalnego unieszczęśliwia. I na to też nie mamy czasem wpływu. Zwłaszcza, kiedy o tym nie wiemy.) Powiedz to jeszcze tysiąc razy. I jeszcze. Ale nie da się wyłączyć myślenia. Kiedy się jest taką osobą, jak ja, to to jest niemożliwe. Bo te różne myśli przychodzą tak znienacka, kiedy natrafią na odpowiednie tło zdarzeń... I nie sposób ich zatrzymać. Nawet, jeśli to brednie. Nawet, jeśli to naprawdę nie ma znaczenia. Ja będę chciała wierzyć, że ma. Nie potrafię zamknąć przeszłości jako rozdziału pod tytułem: bez znaczenia. Było, minęło. Ale doprowadziło do tego, co jest. Jest sumą, różnicą i całą resztą. Nigdy nie lubiłam matematyki... Może właśnie dlatego. Przeszłość to nie jest zbiór pusty. Ani teraźniejszość, ani przyszłość. Zbiór liczb rzeczywistych zawiera wszystko. Nie ma dokąd uciec. Człowiek chciałby coś czasem naciągnąć, zaokrąglić, wymazać, zedytować... Tylko, że żeby to zrobić, trzeba zacząć od zera. Krok po kroku, raz jeszcze, naprawić błędy zamiast udawać, że ich nie było...
Zawsze chciałam rozmowy. Ale dopiero teraz wiem, co chciałam powiedzieć. I że wszystko pozostaje w pamięci. Każde działanie. Nawet to niepodjęte.
Dajcie mi trochę przestrzeni. Chcę projektować cuda. I wiesz co? Nie trzeba mieć zaplanowanego całego życia. Trzeba sobie dać trochę spokoju. I niekoniecznie złotego środka. Wystarczy jeden punkt, jedna myśl. Jedno zaczepienie. Coś, na co można czekać. Realne i nierealne. To pierwsze dla wspomnień. To drugie dla marzeń. Niespodzianki robią magię lepiej niż szklane kule. Chcę w to wierzyć.
Chciałam coś napisać. Chciałam coś powiedzieć. Nie pamiętam, w jakiej kolejności. Potem uznałam to za rzecz, nad którą nie muszę się rozwodzić. A nawet nie chcę. Zwłaszcza nie chcę. Ale spróbuję. Dla spokoju ducha.
.
Po prostu coś jest ze mną bardzo inaczej. Bardzo nie rozumiem tego szału na posiadanie faceta. Mam dosyć tekstów w stylu: "Jeszcze ci się odwidzi!", "Nie mów hop!", "Za rok będziemy się bawić na twoim weselu!", "Nie masz kawalera? Zaraz się jakiś znajdzie." Nie. Bardzo mnie to nie kręci. Fuj. Kropka. Bardzo nie chcę udawać.
.
Czy dziewica musi się spowiadać z lesbijstwa? Zapytam innym razem. Ksiądz powiedział, że mam żyć w łasce uświęcającej. Czyli jak? Tak? Czy nie tak?
Co usłyszałabym od Ciebie?
Czy zasługuję na rozgrzeszenie?
Czas kaleczy zdrowy osąd. Czas wszystko zmienia. Nie pamiętam siebie z wtedy. Jestem składanką tych wszystkich płyt. Pozdzieranych do krwi.
.
Jutro wielki dzień. Wczoraj tańce. Nie miałam ochoty. Nie z klejącymi się facetami o lepkich dłoniach. Było mi niedobrze. Znikałam.
.
Czym różni się spocony facet od spoconej kobiety? Wszystkim.
.
Zapach, aura. Nie wiem, jak to działa. Zawsze przechodzi mnie dreszcz, kiedy ktoś pachnie jak Ty. Perfumy to jakaś dziwna magia. Ale... myśli i tak mają dreszcze. Zapach tylko wszystko potęguje.
.
Są takie chwile. Kiedy oddałabym absolutnie wszystko, żebyś jeszcze raz uratowała mi życie. Żeby poczuć ten spokój. Żeby nic innego nie miało znaczenia. Na chwilę wieczność. By była.
.
"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący."
Mówią, że mi to pasuje. Nie wiem. Nie chciałabym. Jakoś tak...
Jakoś tak myślę.
Jakoś tak myślę, że wiesz.
A może po prostu zrobiłabym to inaczej. Ale się nie dowiem. Wystarczy, że.
O Tobie.
Jakoś tak myślę. Za bardzo.
Bo człowiek chce być obok tego, przy którym uspokojenie. Bo kiedy jestem tutaj to nie muszę myśleć o żadnych rolach. Po prostu jestem. Ze sobą. Nikt mnie nie musi ratować. Sama mogę. Chociaż to zawsze miło. Kiedy ktoś okazuje zrozumienie. Przychodzi się przytulić. Pozwala się przytulić. W mojej głowie pozwalasz. W mojej głowie jest czułość i tyle magii, co wtedy. Tak ładnie dotykasz moich włosów. Cokolwiek to znaczy. Nic nam nie przeszkadza. W świecie. Świat jest w nas.
Jestem. Tu. Gdziekolwiek. I tak jest brak. I będzie.