sobota, 16 stycznia 2021

the winner takes it all

Leciało w radiu, a śnieg sypał tak dziwnie i mocno, że jak się na nim skupiło wzrok, to tak, jakby się było w środku galaktyki i nic poza. Niby świat nie istnieje, niby wierci dziurę. Nie zauważam jej tak od razu. Dopiero później. Kiedy historie, przepisy na życie, obserwacje. Kiedy zimno.

Życie. Mówią. Mówię. Myślę. Nie wiem, kto wymyślał zasady. Nie chcę w nie grać. To takie z jednej strony zabawne, kiedy przestajesz się bać, że zrobisz coś nie tak. Że jesteś nie tak. Że ktoś cię będzie sądzić kiedyś. Taka jakby czyjaś komedia, w której ktoś tam u góry ci nie przypisał roli. Nie musisz się bać, że niedostatecznie dobrze grasz. Po prostu nie grasz. Patrzysz z boku. Patrzysz na miłości, zdrady, awantury, plotki. Czasem ktoś zarzuca ci błąd. Ale, tak naprawdę, czy jesteś, czy cię nie ma, ta gra toczy się dalej. Nie masz swojego X na planie, choć inni będą ci wmawiać, ze scena jest tutaj, teraz. 

Jak oni niczego nie rozumieją - pomyślisz. I nic. Nikt cię nie zatrzyma. Nikt cię na siłę w żadnej roli nie obsadzi. Tylko co teraz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz