piątek, 27 września 2019

...i było już jakoś, ale przyszła jesień.

Przestań przychodzić, to ja też przestanę.
Przestań istnieć, to ja też. 
Przestań śnić, to ja.

Co? No nie da się. To nie zależy ode mnie. Ale to nawet zabawne. Głupio-śmieszne. Że wszystko zanikło przez czas, którego nie ma. Który jakby nigdy nie miał swojego miejsca. I że to nic nie zmienia, zmienia się tylko postrzeganie, bo mogę podróżować w tym niebycie, wracać do słów i odtwarzać na nowo. Że ja już nawet nie kwestionuję, co jest, a czego nie ma. Że mogę sobie wyobrazić cokolwiek. Każdy scenariusz, od czarnej dziury do błękitnego nieba, przez pomarańcze i róż. I słońce. Chmury z dziwnego materiału. 

Coś się marszczy, coś się gniecie. A ja nadal tu jestem. Nadchodzi koniec jeden po drugim. Przechodzisz mnie dreszczem. Nawet dzisiaj jeszcze. Z dupy trochę. Niepotrzebnie. Czytam.

Jestem tu i czekam na moment, w którym zacznę się śmiać. Bo, choć to zabawne, to jakoś nie do końca mnie śmieszy. Bo to trwa jak jakaś bajka, a ja nie potrafię ocenić, kto kim jest. Bo każdy jest każdym. Bo miłość jest Tobą. Ale jest też żartem, zagadką i serem. W jednym kawałku. Nie do końca mi w tej postaci smakuje. Brakuje pieprzu, soli albo cukru. Albo solidnej dawki chemii. A nie, chemii to teraz wszędzie za dużo.  I w głowach się od toksyn przewraca. Brakuje człowieka.  Takiego naprawdę. Brakuje Ciebie.

Z rzeczy zabawnych...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz