Przestań istnieć, to ja też.
Przestań śnić, to ja.
Co? No nie da się. To nie zależy ode mnie. Ale to nawet zabawne. Głupio-śmieszne. Że wszystko zanikło przez czas, którego nie ma. Który jakby nigdy nie miał swojego miejsca. I że to nic nie zmienia, zmienia się tylko postrzeganie, bo mogę podróżować w tym niebycie, wracać do słów i odtwarzać na nowo. Że ja już nawet nie kwestionuję, co jest, a czego nie ma. Że mogę sobie wyobrazić cokolwiek. Każdy scenariusz, od czarnej dziury do błękitnego nieba, przez pomarańcze i róż. I słońce. Chmury z dziwnego materiału.
Coś się marszczy, coś się gniecie. A ja nadal tu jestem. Nadchodzi koniec jeden po drugim. Przechodzisz mnie dreszczem. Nawet dzisiaj jeszcze. Z dupy trochę. Niepotrzebnie. Czytam.
Jestem tu i czekam na moment, w którym zacznę się śmiać. Bo, choć to zabawne, to jakoś nie do końca mnie śmieszy. Bo to trwa jak jakaś bajka, a ja nie potrafię ocenić, kto kim jest. Bo każdy jest każdym. Bo miłość jest Tobą. Ale jest też żartem, zagadką i serem. W jednym kawałku. Nie do końca mi w tej postaci smakuje. Brakuje pieprzu, soli albo cukru. Albo solidnej dawki chemii. A nie, chemii to teraz wszędzie za dużo. I w głowach się od toksyn przewraca. Brakuje człowieka. Takiego naprawdę. Brakuje Ciebie.
![]() |
| Z rzeczy zabawnych... |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz