niedziela, 10 maja 2020

ciepło-zimno. zabawa zwana życiem

Dzisiaj jest inne, bo lekko duszne i przez to osamotnione. Dzisiaj wspominam panią I., która we mnie uwierzyła i dała siłę. Dała słowa, które mogę przytulić na całe życie. W zasadzie wtedy nie do końca to wiedziałam, było to jedynie miłe i niespodziewane. Choć potrzebne. Mogę więc odtwarzać je w głowie. Bo przecież nawet, jeśli wydawały się nad wyraz, to i tak pamiętam. Każde. Jedno. Wiem, że były z serca. Tak czuję. I to wystarczy.

Pani I. przypominała mi babcię U. Mogło się to przyczynić do trochę właściwie mistycznego odbioru jej osoby. Ale czy każdy człowiek napotkany w zwykłej, niewymagającej wiele pracy, potrafi pisać wiersze, mówić mądrze, z finezją o wspomnieniach, z dojrzałością o całej reszcie, o godzinie 7 rano? I nie, nie było to absolutnie w tonie osoby ''wszystkowiedzącej''. Wiem, że miała problemy ze snem. Czasem spała 3 godziny. Czasem mniej. Z tęsknoty. Ale mimo to była niczym matka chrzestna z bajki. Dla mnie. Kto zalazł jej za skórę, nie dostąpił tego zaszczytu. Kto nie chciał zobaczyć jej dobrej aury, tego strata. Żałuję, że jest teraz w odległym mi miejscu i czasie. 

Wspominam też inne osoby. Panią B. zawsze uśmiechniętą i kochaną. Jej dobre słowa i wycieczkę na rowerze po owocowe piwo. Prozaicznie śmieszne, ale ważne. Wspominam tę, która wzięła mnie pod swoje skrzydła, zupełnie jakbym nie była wcale małą, zagubioną dziewczynką, którą tak często się czułam. Jest to wspomnienie wartościowe, bo wiem, że nawet się nie zastanawiała. Zupełnie, jakby wcale nie widziała we mnie takiego dziecka. Zupełnie. Na szczęście obie lubimy sarkazm. Może to wystarczyło, żeby znaleźć nić porozumienia.

Jak to jest, że osoby starsze często nie lubią przebywać z młodszymi, zwłaszcza w roli koleżanki, kogoś, z kim można pogadać? Traktują je jak swego rodzaju balast. Nie chodzi tu o kompleks. Ta tendencja do poczucia wyższości jest stała, a może nawet się zaostrza, bo przecież my urodzeni w latach 90. jesteśmy tylko pokoleniem internetowym. Kto dziś nie jest? Babcie i dziadkowie... Poza tym - miliony osób w różnym wieku. Dostrzegam ją więc wszędzie i z tego, co widzę, to niestety jest w nas jakaś wrogość - w ludziach. Nie wiem, skąd się bierze. Czy jest zakorzeniona głęboko, czy wynika tylko z przyzwyczajenia. Przecież wszyscy wiemy, że wiek nie równa się dojrzałość. Wiemy?

Przepaść pokoleniowa z pewnością istnieje - ale to nie tylko to. Coś nam nie pozwala traktować serio osób, które 20,30,40 i więcej lat temu miałyby już rodziny i co najmniej dwójkę dzieci. Może właśnie to, że ich nie mamy? Może... Skoro list sprzed 60 lat jest nadal spójny z rozumowaniem mojej rodziny. Skoro taki jest klucz do klatki, żeby krok w krok iść ich śladami. Siostra babci wyszła za Stefana, ale zmarła młodo. On niedługo potem. A ich córkę wszyscy znielubili, bo postanowiła wyjechać do Stanów. Na szczęście się odnalazła i czasem rozmawiamy.

list do siostry mojej babci, strona 1.
Dziwny to klimat, w którym trzeba podążać drogą wytyczoną przez praprapra...dziadków. W którym nie wolno być po prostu sobą, bo łatwiej żyć w jeden, określony sposób. Dla mnie może nie łatwiej, ale wiem, że prościej można by zdobyć akceptację, poczucie stałości, czegoś mniej ulotnego niż statki na niebie. Coraz częściej nawet wśród rówieśników. O Szekspirze nikt niestety nie chce rozmawiać... A szkoda. Lubię sonety. Lubię też silne kobiety, postaci Lucy, Hecate, Jane czy Reginy. I coraz częściej lubię uciekać tam, gdzie nie potrzebuję odpowiedzi. Bo niektóre miejsca są po to, żeby milczeć. 

młodzi przecież nic nie wiedzą
nie potrafią samodzielnie myśleć
są do wyszkolenia
w sztuce zwanej życiem
nikt nie pyta ich o zdanie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz