Dziwnie tak. Nocami. Te wszystkie sny. Operacje.
Kiedyś miałam problem z lękiem. Ze strachem. Nienawidziłam tego uczucia. Więc wymyśliłam sposób. Wyobrażałam sobie wszystko to, czego się boję. Przeżywałam w głowie każdy scenariusz. Pomagało, kiedy byłam świadoma. Zostawały jedynie sny. Sny ciągle tak samo przerażały. Nie miałam na nie wpływu. Nadal nie mam. Mój sposób na strach przestał działać na każdej płaszczyźnie. Wydarzyły się rzeczy, na które nie mogłam się przygotować. Chciałabym... Mieć kontrolę nad emocjami, nad sercem i umysłem. Ale kiedy stajesz twarzą w twarz z niespodziewanym... Choćbyś przeżyła wszystkie możliwe scenariusze wewnątrz... To jest cholernie trudne. Ta nieprzewidywalność chwil. Może to taki znak od wszechświata? Nie przygotujesz się na wszystko. A nauczysz się tylko wtedy, kiedy przeżyjesz coś dogłębnie. Tylko prawdziwe emocje mogą coś w Tobie zmienić. Te najgorsze rzeczy... Takie, które chciałoby się zapomnieć, z którymi nie da się rozliczyć z dnia na dzień, może nawet nie przez lata... To właśnie sprawia, że człowiek staje się silniejszy. Jeśli przejdzie przez każdy etap bólu. Nieudawany. Prawdziwy. Kiedy uginają się pod Tobą nogi, kiedy idziesz i czujesz jak spływają ci po policzkach gorące łzy mimo że w środku paraliż... Na to się nie da przygotować. Na tym polega wartość życia. Nie wiem, po co te wszystkie gry... Po co, skoro mamy jedną szansę. Przynajmniej teraz...
Wydarzyło się wiele rzeczy, przez które padłam na kolana... Młodość rządzi się swoimi prawami. Bywa okrutna. Ludzie bywają okrutni, a czasem nawet miłość. Taka jest rzeczywistość. Nie mogę się przygotować na wszystko. Ale mogę się starać nie popełnić tego samego błędu ever again. Mogę nie psuć pewnych rzeczy bardziej. Mogę zamilknąć wobec rzeczy stałych. Albo zmiennych. Rzeczy, na które nie mam wpływu. Mimo niezgody mojego ciała i mojego wnętrza. Które... Tak, bywa puste i niczym nie mogę go wypełnić. Mogę kontynuować zmierzanie się z życiem, w którym nie potrafię się odnaleźć, bo nie pasuję do żadnej roli. Bo nie ma Ciebie. Kimkolwiek byłaś, jesteś. Mogę próbować iść dalej. Próbować nikt mi nie zabroni. Tylko czy to jest to przesłanie, które chciałabym wyciągnąć z ostatnich kilku lat mojego życia? To, co czuję, mówi mi, aby traktować je na serio. Drugiego może nie być. Nie wiesz, co jest tam dalej... Choćbyś wierzyła najgorliwiej, nikt tak naprawdę nie wie. Co, jeśli to jest jedyna szansa, którą mamy? Co, jeśli marnujemy ją na głupoty? Młodość, bo trzeba spróbować, dorosłość, bo wolno? Czy przecież nie żałujemy wciąż tak wielu rzeczy? Dlaczego w kółko popełniamy te same błędy, zamiast wczuć się w to, co ta ziemia próbuje nam przekazać? Dlaczego coś, czego pragniesz najbardziej na świecie, nie jest ci dane? Dlaczego nigdy nie miałam szansy przegadać z bliską duszą całej nocy? Bo tak naprawdę nikt nie ma pełnej kontroli nad swoim życiem. Bo to nie ty dyktujesz zasady. Powiesz, przecież mogę wszystko... Ale to nie ten czas i nie to miejsce. Człowiek zaczyna rozumieć zawsze odrobinę za późno. Cały ten motywacyjny sz*t nabiera sensu, kiedy skóra już poharatana. Bez blizn się nie nauczymy.
Mogłabym próbować rozkładać wszystko na czynniki, pisać o każdym ukłuciu... Ale wystarczy, że to siedzi w mojej głowie. Analizowanie nie zmieni niczego. Nie nada zbawiennego sensu. Sensem jest to, że jeszcze oddycham i że bije mi serce. Sensem jest to, że kiedyś wymyśliłam sobie bajkę, w której absolutnie wszystko poszło źle, zobaczyłam niekończącą się przepaść, a teraz widzę teraz. Zrozumiałam, że to, co robiłam, nie miało sensu. To już jakiś krok, prawda?
Teraz przynajmniej znam swoją głupotę... Poniekąd. I to mniej więcej takie uczucie, że jak patrzę wstecz, to nie rozpoznaję już siebie. Tak, jakby mnie wcześniej nie było. Zostaje tylko to wrażenie, że coś powinno być inaczej...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz