Nothing heals the past like time...
Sen jest nie z tej bajki. Z innej. Ale też ma coś w sobie. Ona jest w rozpaczy, kiedy miłość odchodzi. Próbuje sobie poradzić... Bezskutecznie. Słyszę jej głos. To narracja. W momencie, w którym zabrakło mi sił, nasze drogi się przecinają. Prawie rzuciła się pod samochód. To był ten samochód. I on ją uratował. Znam tę parę. Z któregoś serialu. A może to mix... Deszczowa noc, oni w środku wyznają sobie uczucia. Dark romance. Budzę się. Jest dobrze. Już nie koszmary. Jeszcze niespełnienie.
But they can't steal...
I mogłabym napisać o wiele więcej. Tego, co dzisiaj czułam i że nie wiem, skąd ta bezsilność czasem. Ale żyję. Nawet, jeśli nie mam się do kogo przytulić. Bo nie mam. I nie pamiętam, kiedy ostatnio właściwie... i żeby to dało ukojenie. Nie pamiętam. Ale to czyni mnie silniejszą. W jakiś sposób. Tak sobie mówię. Chwila słabości i życie toczy się dalej. Choć taka chwila zawsze trwa wieczność. I wiem, że nic nie wymaże tej pustki. Że to prawie niemożliwe, aby. No i wszystko może być bez granic. Dobre i złe.
The love you're born to find.
Boję się tego wesela. Boję się załamania. Emocji, nad którymi nie panuję. Jeszcze. Już.
It'll be alright...
Niech na chwilę żaden żal nie ma znaczenia. Żadna gorycz. Nawet, jeśli ciągle tam jest. Gdzieś. Nawet, jeśli moje życie już zawsze będzie rozpieprzone. Niespójne. Wybrakowane. Jeszcze chcę żyć. Jeszcze są słowa.
Nawet... jeśli nie zakwitnę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz