czwartek, 4 lipca 2019

Muszę.

Ten sen jest trochę inny, bo bardziej wyrazisty niż zwykle, bo pamiętam każdy szczegół... I chcę napisać, zaraz po przebudzeniu. I robię to. Potem budzę się jeszcze raz.

Przychodzimy do ciebie. To zupełnie inne miejsce. Takie, jak je sobie wyobrażałam kiedyś, zanim. I takie było w tamtych snach. Nie wiem, co mówię. Ale coś się zmienia. Wychodzisz do mnie z otwartym sercem i z otwartym sercem obejmujesz. Delikatnie, po twojemu. A ja nadal nie wiem, jak mam tego nie czuć. Że potrzebuję tak bardzo. I chyba to mówię. Potrzebuję cię, słyszysz? Usłysz to w końcu. Chyba słyszysz... Ciężko mi wydobyć z siebie te emocje, bo wolałabym je zakopać na dnie, żeby już nie wychodziły. Żeby każdy miał je z głowy, a ja z serca. I żeby nie rozmijały się z rzeczywistością wszystkie te sny, bo to się robi naprawdę trudne. Stajesz więc za mną. Nikomu to nie przeszkadza. Najpierw mnie ochraniasz, tak, jak obiecałaś. Dłonią, która mówi, że jesteś po mojej stronie. Ja też jestem po twojej stronie. Jest tak, jak zawsze miało być. Chyba. Potem ta dłoń wsuwa się w twoją drugą dłoń i jest idealnie. Moja podświadomość nie mogłaby wymyślić tego lepiej. Jestem bezpieczna. 

Nie ma wojny. Chyba czujesz taką samą potrzebę tego powrotu jak ja. W tym śnie. Mogłabym tego nie opisywać, bo przecież tam byłaś i wszystko wiesz. Było tak rzeczywiście. Ech... Niech znikną te dreszcze już, bo nie mogę się skupić... Sen był długi. Jesteśmy na początku. Jesteśmy też w środku i na końcu, a ten koniec to bardzo happy end. Bo jesteś. 

I mamy się spotkać jakoś poźniej. Może to wcześniej to była astralna projekcja, nie wiem. Może istnieje więcej rzeczywistości i w którejś jest tak, jakbym chciała. Chociaż sama tego nie wiem. To chyba ten sen pokazuje? Co się nosi gdzieś tam głęboko. Ale tam jest zawsze wszystko inne od wyobrażeń i bardziej realne. 

Wracam... dokądś... To chyba twoje miejsce znów. Lekko zacienione, ma dobrą aurę. Znajduję tę kartkę. Bardzo chcę. Uśmiech. I słowa dookoła, których nie do końca umiem odczytać. Są w czterech rogach. Skupiam się na tym, że chcesz. To mnie uspokaja. Wiem, że nie robię tego na siłę, że czas nie będzie dłużej czekał. Że tak, ma być. To połączenie.

Scenariusz się dalej zmienia. Może się obudziłam, a może to kontynuacja, bo przecież najpierw cię widzę. Poźniej piszę. Mam tylko telefon. Wysyłam znak. Odczytujesz. Od razu. To dziwne, ale na to liczyłam. Chyba więc kontynuacja... Odpisujesz. Widzę te słowa. Mogę je dotknąć. Wiem, co znaczą. Ale nie umiem ich przytoczyć. Są słodko-gorzkie w smaku, w dotyku jakby kwiaty. Bardzo przypominały te:


Sprawiły, że poczułam się potrzebna. 

Sen skręca w inną stronę. Pojawiają się dzieci. Niechciane. Chłopiec i dziewczynka. Jakieś alegorie. Matka nie chce ich urodzić, przychodzą do niej dusze. Zranione dusze tych dzieci. Matka już rozumie swój błąd. Nie zrobi im tego. Nie skrzywdzi. Da życie. I miłość. W pewnym momencie ona jest we mnie. Trochę jak w tym wczorajszym odcinku. Anomalia.

Dalej jestem w domu, coś piszę. Coś piszesz. Nic więcej. Próbuję znaleźć czas, ale rodzina skutecznie odbiera mi każdą wyłapaną możliwość. Sen się rozwija. Nic ciekawego... Jakiś bankiet, samochody (ich główne zmartwienie), policja za rogiem.

Myślę już, że nie mam wpływu na to, co będzie dalej, ale, cholera, to przecież mój sen. Przywołuję cię więc. Na końcu ulicy widzę, jak jakiś samochód gwałtownie hamuje, robi coś na kształt driftu. To nawet zabawne. Idę tam i jesteś. I, jak gdyby nigdy nic, wchodzę do środka. Przybliżam się do tego stopnia, że mogę cię pocałować. Nie zastanawiam się. Prawie na ciebie wchodzę i wychodzi mi to prawie naturalnie, pomijając fakt, że nigdy tego naprawdę nie robiłam. I to był chyba jeden z tych, który się czuje długo potem. Przyjemny jak deszcz. Intensywny jak burza. Idealnie mokry. Przerywam i patrzę ci w oczy. A ty się uśmiechasz. Kartka się spełnia. W jednym rogu chyba było coś na kształt love. Czasem nawet mnie to irytuje. Niestety, naturę mam do bólu romantyczną, dziwnie natarczywą. I ona nie chce mi dać spokoju. Nam. Dlatego muszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz