czwartek, 1 sierpnia 2019

Ale jestem.

Przeczytaj to w każdej intonacji. W jakimkolwiek tonie. Nawet zaśpiewaj. Wszystko to będzie adekwatne.

A co nas nie zabije, to nam spędzi z powiek sen.

(Bo albo będzie traumą, albo porządnie wkurwi.)

Tak jest. Czasem coś po prostu do nas nie należy. Choćby się bardzo chciało. Najbardziej. I nawet, kiedy nie chce się w to wierzyć, bo tam głęboko wszystko krzyczy. Że przecież wszystkowolność, że niebo, że love zawsze znajdzie drogę. Że zrób coś, nie czekaj, aż zniknie. Że jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz. A jak nie próbujesz w nieskończoność, to znaczy, że to nie to. Ale możliwe też, że jak próbujesz w nieskończoność, to nadal nie dla ciebie. Ja nie wiem, czy to jest próba. Czegoś na pewno. Może wyrażenia tego dziwnego mętliku. Tak, jakby należało wierzyć w obłęd. Ale to przecież obłęd. Paranoja. Nie?

Poczekam jeszcze nieskończenie wiele. Bo jeszcze tyle razy będziesz mi mówić, żebym sobie dała spokój. Ja i tak będę myśleć, że nie. A za chwilę, że tak.

I co dalej?

Jestem. Tylko że to nic nie znaczy.

I wiesz... Robię różne rzeczy. Żeby nie było. Naprawdę mam życie. I nawet mi się ono podoba. I nawet dużo się dzieje.

Ale jestem. Od serca. Jak się teraz czujesz?

Teraz przeczytałam... Teraz napisałam. Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz