Wiesz, czasem trafiam na coś, co ma sens. Ale wstecz. Niekoniecznie w pełni. Ale w jakimś stopniu tak. I w jakiś sposób. W smutny sposób. Z żalem, którego nie można się pozbyć, bo został przecież zapisany i wysłany. (Może to wcale nie był żal? Może to było coś innego?) Są różne czynniki. I wiem, że nie ma sensu wracać do niektórych rzeczy i osób. Można niektóre zostawić, okej. Ty do takich nie należysz. Nie jesteś rzeczą ani zabawką. Przynajmniej dla mnie. Tylko, że nie o tym teraz. Chodzi o coś więcej. Wtedy, z tą grą, trochę się pomyliłam. To nie do końca tak, że wszyscy grają. Wiesz, bo świat jest full of broken people. Ludzie z miłości zrobili grę. Ale z gry czasem też robi się miłość. Więc może jednak wszyscy gramy, tylko każdy inaczej? (Każdy ma inną melodię w sercu, inne instrumenty w dłoniach, inny puls w oczach.) I to prowadzi do łamania serc. Każdy jest jakoś uszkodzony. Albo prawie każdy. Jeśli się zbierze w jednym miejscu taka mieszanka różnych bajek, które zaczynają chcieć jednego i tego samego zakończenia... To wtedy jest zamieszanie i chaos. I Ty. I wtedy się robi niebezpiecznie. Tylko, że na to za bardzo nie ma lekarstwa.
Są różne inne czynniki. Na przykład takie, że każdy jest w innym momencie swojego życia. Ktoś ma okres, ktoś ma menopauzę, ktoś nie zdążył zakwitnąć, bo się zgubił w ogrodzie. Komuś dzisiaj źle wyszedł make-up, ktoś dopiero za tydzień ma umówionego fryzjera. Ktoś czuje się dziś idealnie. A kogoś coś wkurwiło, bo nie ten dzień. (Każdego innego biega szczęśliwy po łące. Albo co drugi.) Nie mamy na to wpływu. (A, może też być, że coś banalnego unieszczęśliwia. I na to też nie mamy czasem wpływu. Zwłaszcza, kiedy o tym nie wiemy.) Powiedz to jeszcze tysiąc razy. I jeszcze. Ale nie da się wyłączyć myślenia. Kiedy się jest taką osobą, jak ja, to to jest niemożliwe. Bo te różne myśli przychodzą tak znienacka, kiedy natrafią na odpowiednie tło zdarzeń... I nie sposób ich zatrzymać. Nawet, jeśli to brednie. Nawet, jeśli to naprawdę nie ma znaczenia. Ja będę chciała wierzyć, że ma. Nie potrafię zamknąć przeszłości jako rozdziału pod tytułem: bez znaczenia. Było, minęło. Ale doprowadziło do tego, co jest. Jest sumą, różnicą i całą resztą. Nigdy nie lubiłam matematyki... Może właśnie dlatego. Przeszłość to nie jest zbiór pusty. Ani teraźniejszość, ani przyszłość. Zbiór liczb rzeczywistych zawiera wszystko. Nie ma dokąd uciec. Człowiek chciałby coś czasem naciągnąć, zaokrąglić, wymazać, zedytować... Tylko, że żeby to zrobić, trzeba zacząć od zera. Krok po kroku, raz jeszcze, naprawić błędy zamiast udawać, że ich nie było...
Zawsze chciałam rozmowy. Ale dopiero teraz wiem, co chciałam powiedzieć. I że wszystko pozostaje w pamięci. Każde działanie. Nawet to niepodjęte.
Ironia losu lubi to.
Ty dajesz serce.
Ktoś daje wow.
Ktoś inny przechodzi obojętnie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz