środa, 13 listopada 2019

Myśl zwrotna


Lubię tę głębię doświadczeń... Kilka dni wyklętych, wyjętych, zaczarowanych (jeśli ktoś wierzy w przeczucie, przeznaczenie, przypadek).

Ten potok, wiesz... To nieprawdopodobne, że wszystko ma jakieś znaczenie. Kilka dni temu przyszła mi na myśl J. Jak ona się pozbierała, co musiała czuć...

Czasem się zastanawiam. Nad człowiekiem. Czasem płaczę. Teraz jednak dostałam odpowiedź. Gdybym nazwała to bólem,  złym doświadczeniem, znacznie umniejszyłabym zmagania innych ludzi. Choć każdy ból jest dla człowieka prawdziwy, kiedy dotyczy nas samych... Tak samo jest z problemami. Współczucie to jedno. Współodczuwanie - takie prawdziwe, z serca do serca - to rzadkość. Ja nie chciałam zadzierać z losem, z Bogiem... z Tobą. Zostałam obdarowana świadomością tego, że rzeczy się po prostu dzieją. I nie możemy ich cofnąć, zmienić. Możemy czuć - gniew, frustrację, niezrozumienie. I mamy do tego prawo. Bo tej sprawiedliwości tak często nie ma i nie będzie. Nie można na zło zasłużyć. Ona nie zasłużyła i ona to wie. I to już jest dużo. Taką świadomość posiadać.

Ja nadal mam szansę. Sprawną dłoń za jakiś czas. Ręce i serce. I to, że wszystko jest, to jest już bardzo dużo. 

A reszta nie musi mieć sensu. Całe zło-rzeczenie, wytykanie, przyziemność.  To, że tak daleko od domu człowiek tęskni za  "swoim" jedzeniem. Że nie tęskni za tą wieczną bieganiną. Za tym, że u nas jest wszystkiego za dużo, a jak ucieka gdzieś znaczenie, trzeba jakiekolwiek nadać. To są rzeczy, które sprawiają, że człowiek jest jaki jest. Że coś lubi albo nie. To nie egzamin. A Ty nie jesteś odpowiedzią. Odpowiedzi może nie być. (Ktoś musi być trochę szurnięty. Mieć w głowie prywatny raj, oazę, d(r)eszcz. Nie szukać dziury w całym, a w dziurze nie szukać defektu. Ktoś musi. W tej rodzinie padło na mnie.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz