Jeżeli świat skrywa więcej takich miejsc, których nie da się opowiedzieć, tylko trzeba zobaczyć i poczuć - to ja się piszę. Zachwyt wskazany na tym (łez) padole...Warto odkrywać, poznawać nasz ziemski Dom. Człowiek poznaje też wtedy trochę bardziej siebie. I tak chyba powinno być.
*
A tych refleksji coraz więcej...
Nie mogę sobie jeszcze znaleźć miejsca. Zostawiłam serce. Muszę się czymś rozgrzać. Trochę grzeją wspomnienia, są jeszcze żywe. Sieją mętlik, więc próbuję wszystkiego. Żeby się znów odnaleźć. Poukładałam dziś przestrzeń domową, przyłożyłam ręce do białej pościeli. Poukładałam książki grzbietami do tyłu. Teraz widać jedynie papier. Różnorodność. Każda ma inny kolor. Każda wyrosła z innego drzewa. Muszę o tym pomyśleć w lesie - że z któregoś z nich będzie się kiedyś czytało. Więc drzewa jednak mówią - a książka nie jest rzeczą martwą. Drzewo dało życie słowu. Bo na początku było... I wróciło. Ze zwiększoną mocą.
Co zrobić, kiedy refleksji już zbyt dużo? I jak wrócić do normalności? Może się nie da?
Nie od razu...
Czy świat podupada? Zobacz, gdzie my, a gdzie oni. Gdzie selfie w lustrze, a gdzie ugoszczenie miętą w jaskini... Rytualne już nakładanie makijażu, sztucznych rzęs (nie u mnie), a zwyczaj parzenia herbaty... Tak piękny zresztą. Mistyczny. Co poszło nie tak?
Spotkałam ludzi, od których biło światło. Dzielili się swoją historią, wszystkim, co mieli... Nawet, jeśli nie mieli prawie nic. A największym ich bogactwem była cierpliwość. Dobre serce. Warto się zastanowić... Jak często wściekasz się, kiedy wstajesz, kiedy światło czerwone, kiedy posiłek niewystarczająco ciepły, kiedy śnieg, kiedy upał, burza, duszno, bo zawsze coś nie tak...?
Każdy decyduje sam. Każdy w zgodzie z własnym sumieniem. Ale czy nie reagujemy tak często nad wyraz? Czy nie przytłacza nas ta "upiększona" rzeczywistość?
Od dawna. Nie wiedziałam, co to jest, skąd się bierze, i że można się czuć wyobcowanym, kiedy perspektywa wąska... A czasy tak mącące w duszy.
Teraz może jakoś więcej rozumiem. Mamy za dużo. Zapomnieliśmy, jak się dzielić. I że się da. Zapomnieliśmy, jak żyć.
A gdyby tak zwyczajnie porozmawiać? Z człowiekiem. O tym, co naprawdę ważne. Co się zmienia. Na lepsze. Na gorsze. I co można zrobić. Bo tak łatwo zatracić się w powiewie zachodniego wiatru. A gdzieś tam, choćby na południe od nas, są ludzie. Bez Facebooka, Big Brothera, Tindera i całej reszty. I żyją. Lepiej niż my... To the fullest
Bez kropki.
Dziwne to z(a)mieszanie. Chłód odczuwam podwójnie, a ciepło jeszcze bardziej. Wszystko to, co przed chwilą na wyciągnięcie ręki i tak jeszcze realne, jest teraz niczym bajka, za mgłą. I ja chciałabym ją jeszcze czytać, słyszeć, o niej mówić i do niej wrócić. Tak, jak...
Na tę nostalgię chyba nie ma rozwiązania. Coś się obudziło. Coś się ciągle budzi. Coś nie może zasnąć. Coś się jeszcze tli...
*



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz