***
Ale dzisiaj przeklinam alkohol.
I słowa, które powodują łzy.
Nie lubię trudnych emocji.
Choć sama się z nich składam.
Nie lubię, kiedy wychodzą z niego.
I nie lubię, kiedy przez to płaczesz
Mamo.
Bo to wszystko zamyka się w przeźroczystej bańce-wódce. I wiem,
że gdyby nie ona, ze swoją ohydną
wonią, nieprzemakalne byłyby
te święta
i ja.
Bez depresji, arogancji, wstydu.
Bez rozmowy?
Potrzebujemy rozmowy. My, ludzie.
Ja chyba od zawsze. Ale
nie potrafimy. Może dlatego
jestem tak strasznie popsuta.
(Gdybym miała się naprawić,
musiałabym
się wyleczyć
z siebie.
I wtedy by mnie już nie było.
Ani tych snów. Wszystko jak choroba
wyłącz(m)nie.)
A to przecież zwykła proza
życia i rodzinny
czas.
Brak tylko leku
przeciwbólowego
na wszystkie efekty uboczne,
na wódkę.
Bo każdy powód kończy się awanturą.
Bo wódka też jest powodem.
(Nie jest lekiem.)
L E K U N I E M A

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz