piątek, 1 listopada 2019

Kiedyś lekiem był człowiek. Na literę Ty


***

Nie lubię przeklinać.

Ale dzisiaj przeklinam alkohol.
I słowa, które powodują łzy.

Nie lubię trudnych emocji.
Choć sama się z nich składam.
Nie lubię, kiedy wychodzą z niego.
I nie lubię, kiedy przez to płaczesz
Mamo.

Bo to wszystko zamyka się w przeźroczystej bańce-wódce. I wiem,
że gdyby nie ona, ze swoją ohydną
wonią, nieprzemakalne byłyby
te święta
i ja.

Bez depresji, arogancji, wstydu.

Bez rozmowy?

Potrzebujemy rozmowy. My, ludzie.
Ja chyba od zawsze. Ale
nie potrafimy. Może dlatego
jestem tak strasznie popsuta.

(Gdybym miała się naprawić,
musiałabym
się wyleczyć
z siebie.
I wtedy by mnie już nie było.
Ani tych snów. Wszystko jak choroba
wyłącz(m)nie.)

A to przecież zwykła proza
życia i rodzinny
czas. 

Brak tylko leku
przeciwbólowego
na wszystkie efekty uboczne,
na wódkę.

Bo każdy powód kończy się awanturą.
Bo wódka też jest powodem.

(Nie jest lekiem.)

L E K U   N I E   M A 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz