sobota, 7 grudnia 2019

Pozwól mi być sobą

Czasem wypowiadanie rzeczy na głos jest oznaką słabości. Czasem pisanie. A w zasadzie to nie wiem, to jest wszystko trudne i myślę, że każdy może na swój własny sposób przeżywać radość, smutek, nicość. I dla każdego siła to coś innego. 

Czasem to miłe, w zasadzie zawsze, kiedy słyszę, że nie muszę się bardziej starać, że tak wystarczy, że sama już coś potrafię, a dalej będzie już tylko rozwój.

Pozwól mi być sobą. Dzisiaj. Dzisiaj chcę się cieszyć na swój sposób. Na swój sposób marnować swoje młode lata. * Bo taka była pierwsza myśl. I może taka miała być...

Co się dzieje z człowiekiem, kiedy czuje się zraniony? I jak przestać? Dlaczego pani dziekan mówi, że ładnie piszę, dlaczego ona lubi tęczę, a ja z wami nadal nie potrafię rozmawiać? 

Dlaczego mówicie, że nawet się nie staram, że jak się postaram, to wyjdzie mi schemat? Dlaczego to ja mam coś zmieniać, dlaczego mam zmienić myślenie? I dlaczego nie mówię o swoich lękach, tylko wolę się pochwalić... Skąd wiem, że łatwiej to przyjmiecie?

Wiecie, to jest ironia, bo ja nawet nigdy niczego nie spróbowałam. Sny się nie liczą. Życie to nie bajka. A ja tak bardzo je kocham i ciągle muszę to sobie powtarzać...

To nie jest na złość. Ani na siłę. Gdybym mogła coś zmienić, to nawet nie wiem, co. Bo po co naciągać, zaciągać... jak można się położyć w swoim własnym łóżku? W swoich własnych myślach, po nocach, ciepłych kocach. W zielonej pościeli.

Wczoraj przeczytałam pewien tekst, był o tym, że ktoś zrozumiał, że jest dorosły, kiedy obudził się w ledwie rozpoznawalnym łóżku (o sto lat za późno?), bez wsparcia, bez bliskich. A dalej była już tylko gonitwa...

Czego ja chcę? Na pewno chciałabym, żeby to było prostsze. Całe życie. Układanie dziwnych puzzli. Układanie słów. Chciałabym, żeby człowiek nie musiał zapominać, blokować, szukać na siłę powodu...

Chciałabym, żeby człowiek był. Żebyśmy mogli znowu porozmawiać w środku nocy. I żebyśmy mogły zatrzymać znów na chwilę czas.

I chciałabym, żeby to, co przede mną, żeby to tak bardzo nie przerażało. Bo kocham podróże, kocham piękne serca, ale ze mną jest jakoś inaczej, zawsze trochę pod górkę i tak dalej... choć wcale nie.

I chciałabym, żeby człowiek, którego znam od zawsze, spróbował to chociaż zrozumieć. Ale w te święta znów dostanę życzenia, żebym znalazła pod choinką chłopaka. Weźcie ich wszystkich. Trochę się przez ostatnie lata nazbierało. Niech już sobie pójdą. To tak nie działa. Nawet, kiedy się postaram...

I wiecie, ja się próbuję oswoić z myślą, że nie ma dla mnie człowieka. I nawet mogłabym z tym jakoś żyć, nie myśleć, być dla kogoś. Tylko zrozumcie, że opowiadaniem, jaka ta samotność jest straszna, nie pomożecie mi. Bo ja to wiem. I moje poduszki to wiedzą. I nie potrzebuję Tindera. Tylko człowieka z sercem. Który nie wyśmieje. Nie pogoni. I nie bedzie szukał leku na nieuleczalne, tylko powie mi prawdę, że leku nie ma. Ale że i tak warto. Żyć.

Nie potrzebuję złotych rad matrymonialnych. Nie, kiedy próbuję być najlepszą wersja siebie. Wiem, że chcecie pomóc. Ale tak się nie da. Mam się otworzyć? Serce na dłoni i najlepiej ciało?

A gdzie reszta? Nie można mieć innych planów? Czy to bardziej wam, czy mnie jest trudno zrozumieć, że miłość się czasem po prostu nie należy? Że nie wypada jak godzina w zegarku? Że to nie takie proste. Że oczywiście, że by człowiek chciał, ale nie mówcie mi, że mam wychodzić na spacer i codziennie jej szukać. Go. Oszukać?

Nie można komuś kazać starać się zmienić. A już w ogóle czegoś, na co on przecież wcale nie ma wpływu.

I choć tak bardzo lubię patrzeć na szczęście innych, a jeszcze bardziej się przy tym wzruszać, to nadal ciężko jest mi patrzeć.  Na ten film, po tym, co od was słyszę. Bo wiem, że to nie koniec. A życie to nie bajka. Ja w głowie mam o wiele więcej obrazków. O wiele więcej.


*London Grammar - Wasting my young years

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz