Morze utonęło. W Tobie. Przez Ciebie. Twoją dłoń na policzku. Skarbeczku. Przez każde słowo. Mam tylko słowa. Do poduszki. I bezsenne noce.
Ja nie wiem, jak oni wszyscy dają radę. Bez Ciebie. Słowami jeszcze dźgaj. Nie siebie. Mnie. Nie chcę Twojego bólu. Potrzebuję prawdy. Czegoś, co da ukojenie. Od czego nie trzeba będzie uciekać. Wszędzie pełno wspomnień. Wiecznych piór. Nieuniknionego blaknięcia, przed którym chciałabym się schować. Bo biegu czasu nie da się zatrzymać. Czy to wszystko jest na próbę? Czy można wykopać z serca ukochanego człowieka?
Wykopać można co najwyżej ból. Na chwilę. Przy Tobie było trudniej. Do utraty zmysłów. Snów. Z bólu robi się dziwne rzeczy. Każdy robi. Rani siebie, innych. Nie każdy rozumie. Sama przecież... Próbowałam się wyleczyć. Wierzyłam. Myślałam, że wszystkim będzie lepiej.
I co? Nadal nie umiem z tym walczyć. Niech mnie zje. Czas. Powaga. Kolejny wiersz. Miłość. Naprawdę chciałabym, żeby to nie było na serio. Mnożę absurdy, a powinnam milknąć. Dojść do siebie. Odejść. Dojrzeć.
Ludzie się zmieniają. Życie nas zmienia. Nigdy w Ciebie nie zwątpiłam. Pamiętaj, że o Tobie myślę. Twoje ramiona były tym cholernym ukojeniem na drodze do szczęścia. Drodze, której koniec jest bardzo odległy. I która po brzegi wypełniona jest lękami. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się je poskromić. Ale wiem, w co wierzę, i wiem, że to, co przeznaczone, będzie uczyło siły.
Ja nie wiem, jak oni wszyscy dają radę. Bez Ciebie. Słowami jeszcze dźgaj. Nie siebie. Mnie. Nie chcę Twojego bólu. Potrzebuję prawdy. Czegoś, co da ukojenie. Od czego nie trzeba będzie uciekać. Wszędzie pełno wspomnień. Wiecznych piór. Nieuniknionego blaknięcia, przed którym chciałabym się schować. Bo biegu czasu nie da się zatrzymać. Czy to wszystko jest na próbę? Czy można wykopać z serca ukochanego człowieka?
Wykopać można co najwyżej ból. Na chwilę. Przy Tobie było trudniej. Do utraty zmysłów. Snów. Z bólu robi się dziwne rzeczy. Każdy robi. Rani siebie, innych. Nie każdy rozumie. Sama przecież... Próbowałam się wyleczyć. Wierzyłam. Myślałam, że wszystkim będzie lepiej.
I co? Nadal nie umiem z tym walczyć. Niech mnie zje. Czas. Powaga. Kolejny wiersz. Miłość. Naprawdę chciałabym, żeby to nie było na serio. Mnożę absurdy, a powinnam milknąć. Dojść do siebie. Odejść. Dojrzeć.
Ludzie się zmieniają. Życie nas zmienia. Nigdy w Ciebie nie zwątpiłam. Pamiętaj, że o Tobie myślę. Twoje ramiona były tym cholernym ukojeniem na drodze do szczęścia. Drodze, której koniec jest bardzo odległy. I która po brzegi wypełniona jest lękami. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się je poskromić. Ale wiem, w co wierzę, i wiem, że to, co przeznaczone, będzie uczyło siły.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz